100 lat współpracy polskich miast

Autor: Joanna Proniewicz / 06.11.2017
W samorządach
W czasach gdy część obozu rządzącego zdaje się kwestionować fundamenty samorządności, nasze środowisko musi wykazać się większą odpowiedzialnością. Jeśli dalej większość miast będzie jechać na gapę, to za kilka lat polski samorząd może być tylko wspomnieniem – mówi Zygmunt Frankiewicz, prezes Związku Miast Polskich.

19 listopada minie setna rocznica powołania Związku Miast Królestwa Polskiego, który dał początek Związkowi Miast Polskich. Jak się zaczęła współpraca miast i czym związek zajmował się w dwudziestoleciu międzywojennym?

Kiedy Związek Miast Polskich powstawał w 1917 roku, Polska wprawdzie odzyskiwała niepodległość, jednak miasta były zrujnowane po pierwszej wojnie światowej i konieczne było wypracowanie sposobu ich ratowania. Z inicjatywy mecenasa Adolfa Suligowskiego, prezesa Rady Warszawy, 19–21 listopada 1917 roku odbył się w Warszawie, za zgodą Rady Regencyjnej, Pierwszy Zjazd Przedstawicieli Miast Królestwa Polskiego. Podczas spotkania 16 miast powołało Związek Miast Królestwa Polskiego. Pod koniec 1918 roku związek liczył 75 członków.

 

W styczniu 1919 roku w II Zjeździe Związku uczestniczyło już, poza miastami z byłego zaboru rosyjskiego, sześć miast Małopolski (Kraków, Lwów, Przemyśl, Rzeszów, Jarosław i Wieliczka). Oprócz kwestii organizacyjnych, na pierwszym zjeździe miast Królestwa Kongresowego dyskutowano także o ich aktualnych problemach, w tym o aprowizacji. Nowo powstała instytucja samorządowa nosiła nazwę Związek Miast Polskich. Nazwa ta bez zmian dotrwała do września 1939 r. Miasta wielkopolskie po raz pierwszy uczestniczyły w aktywności związku w styczniu 1920 roku, kiedy w Warszawie odbył się IV Nadzwyczajny Zjazd Przedstawicieli Związku. Prezesem został wtedy wybrany prezydent Poznania Jarosław Drwęski. Po miesiącu od tego wydarzenia do związku należało już 169 miast, a pod koniec 1920 roku – 333. O takim błyskawicznym potrojeniu liczebności zadecydowało głównie przekonanie o przydatności organizacji. Związek odnotowywał konkretne efekty swej działalności, przede wszystkim w dziedzinie legislacyjnej, a także w rewindykacji szeregu uprawnień i uzyskiwaniu korzystnych rozwiązań w systemie finansowania miast. W roku 1929 do związku należało 529 spośród ogólnej liczby 624 miast polskich, co świadczy o sile i znaczeniu ZMP w okresie międzywojennym.

 

Rok temu, 19 stycznia, obchodzona była 25. rocznica restytucji ZMP. Czy między związkiem działającym w II RP a współcześnie są podobieństwa?

Restytucja ZMP to powrót do idei współpracy miast z okresu przedwojennego. Pomysł odtworzenia związku pojawił się oddolnie już w 1990 roku, kiedy w Polsce zmieniała się sytuacja polityczna i ustrojowa. W okresie PRL nie istniały samorządy działające autonomicznie, w oparciu o osobowość prawną i ustawowo określone kompetencje. 3 i 4 sierpnia 1990 roku ówczesne władze Elbląga zorganizowały I Konferencję Prezydentów Miast RP. Na tamtym spotkaniu prezydent Poznania Wojciech Szczęsny Kaczmarek zgłosił formalnie ten pomysł, choć o potrzebie zorganizowania się polskich miast myślano równolegle także w Gdańsku.

 

Faktem jest, że poznańska delegacja przyjechała na konferencję z gotowym projektem statutu i programu działania związku. Wkrótce właśnie Poznaniowi powierzono misję tworzenia sekretariatu grupy inicjatywnej. Do końca listopada 1990 roku 50 rad miejskich podjęło uchwały o przystąpieniu do odbudowywanego Związku Miast Polskich. W tej sytuacji pierwsze, restytucyjne posiedzenie zgromadzenia ogólnego odbyło się 18–20 stycznia 1991 r. Inicjatorzy restytucji w 1990 roku, przystępując do tworzenia programu, szybko zauważyli pewne podobieństwa między latami międzywojennymi a współczesnymi. Nowo powstały związek za jedno ze swoich podstawowych zadań uznał działania zmierzające do uzyskania regulacji prawnych, niezbędnych do stworzenia systemu ustrojowego, w którym znajdzie się określone miejsce dla samorządów miejskich. Warto dodać, że współcześnie wydawany periodyk przez ZMP nosi taką samą nazwę jak ten przed wojną – „Samorząd miejski”.

 

Związek – ten historyczny i obecny – przeżywał różne kryzysy. Jakie były najważniejsze konflikty?

W okresie II Rzeczpospolitej były dwa powody konfliktów. Pierwszy dotyczył wpływów miast dużych i małych. Te pierwsze składały się w głównej mierze na budżet związku, te drugie miały więcej głosów w zgromadzeniu ogólnym. Po latach wypracowano system kompromisowy, w którym duże miasta miały w głosowaniach nad budżetem i w wyborach więcej niż jeden głos (proporcjonalnie do liczby mieszkańców; Warszawa miała 7).

 

Podobny konflikt zaistniał na początku lat 90., ale szybko został zażegnany, analogicznie jak w okresie międzywojennym. W latach 20. zaiskrzyło politycznie. Na kolejnym zgromadzeniu ogólnym przewagę uzyskała endecja i to ona wybrała „swój” zarząd. Już pół roku później, na zgromadzeniu nadzwyczajnym, socjaliści zadbali o frekwencję, odwołali zarząd i wybrali „swój”. Za kolejne pół roku doszło do kompromisu i wybrano zarząd uznany przez obie partie. W latach 90. kłopot z wyborem do władz ZMP miała lewica, która zagroziła powołaniem „swojego” związku. Wypracowano więc nieformalny kompromis, który sprawdzał się przez lata, gwarantując miejsca w zarządzie głównym grupom politycznym, proporcjonalnie do liczby delegatów (większość od lat mają niezależni).

 

Dopiero wiosną 2017 roku naruszono tę niepisaną zasadę, co miało być wyrazem sprzeciwu wobec projektów zmian w ordynacji wyborczej. Aby w przyszłości tego uniknąć i zachować jedność reprezentacji miast, zaproponowano zapisanie zasad, przestrzeganych w latach 1999–2016, w statucie związku. Propozycja zostanie przedstawiona wiosną 2018 r.

 

Największą wartością związku wtedy i teraz jest solidarność miast, które razem walczą o swoje sprawy i mówią wspólnym głosem. W czym to się przejawia?

Wiele miast angażowało się i angażuje aktywnie w prace związku, który wypracowuje w ich imieniu propozycje legislacyjne i rozwiązuje wspólne problemy. Najważniejszymi osiągnięciami związku w II RP były: ustawa o rozbudowie miast z 1922 r., znowelizowana po stłumieniu dewaluacji w 1925 r., wypracowanie systemu finansowania miast w nawiązaniu do ogólnego systemu podatkowego oraz prawo umożliwiające miastom gospodarowanie gruntami.

 

Obecnie do związku należą 303 miasta, które uznają, że łączą je wspólne sprawy i że należy je razem – z pożytkiem dla każdego – rozwiązywać. Trzeba przy tym wziąć pod uwagę zarówno korzyści bezpośrednie, jak i wynikające ze wspólnych przedsięwzięć, w tym zwłaszcza z lobbingu legislacyjnego i relacji z instytucjami centralnymi. Wszystkie miasta członkowskie wnoszą doświadczenia do wspólnych stanowisk i przedsięwzięć. To stanowi o sile ZMP. Wśród wielowątkowej działalności na polu legislacyjnym do najważniejszych współczesnych osiągnięć (we współdziałaniu z innymi organizacjami samorządowymi), trzeba zaliczyć m.in. bezpośrednie wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów (2002), uchwalenie ustawy o Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego (2005), nową ustawę o pracownikach samorządowych (2009), dodanie w ustawie o zasadach prowadzenia polityki rozwoju rozdziału „Polityka miejska” (2014) i uchwalenie pierwszej w dziejach Polski Krajowej Polityki Miejskiej (2015), uchwalenie ustawy o rewitalizacji (2015) oraz ustawy metropolitalnej (2015), zastąpionej obecnie ustawą o związku metropolitalnym w województwie śląskim, zawierającej m.in. dodatkowe finansowanie transportu metropolitalnego.

 

Ważną rolę odgrywa wzajemna pomoc miast należących do związku. Jakie są przykłady, historyczne i współczesne, takiej aktywności?

Miasta członkowskie pomagały sobie w okresie międzywojennym, gdy wyzwania były o wiele poważniejsze: zniszczenia wojenne, głód, wielki kryzys. W tym czasie z inicjatywy części miast członkowskich ZMP działało Towarzystwo Aprowizacji Miast Polskich i Ziem Wschodnich, które zajmowało się zaopatrzeniem miast w artykuły spożywcze. Dzięki temu udało się zminimalizować skutki kryzysu żywnościowego lat 20. W połowie lat 20. związek zorganizował Spółdzielnię Węglową Miast, która negocjowała niskie ceny węgla dla elektrowni, gazowni i innych zakładów miejskich, dzięki czemu miasta uzyskiwały znaczne oszczędności.

 

Z kolei w latach wielkiego kryzysu związek doprowadził do utworzenia przy Polskim Banku Komunalnym państwowego Komunalnego Funduszu Zapomogowo-Pożyczkowego, który udzielał najbardziej zadłużonym miastom zapomóg i pożyczek, umożliwiając im dalszy rozwój. Także współcześnie, wobec różnych żywiołów – powodzi czy nawałnic – miasta potrafią się udzielać. Tak było w trakcie powodzi na początku lipca 1997 r., która dotknęła około 300 miast i gmin południowej oraz zachodniej Polski. Związek zajął się organizacją specjalnego banku informacji, który umożliwił przekazywanie przez miasta pomocy finansowej i rzeczowej samorządom dotkniętym kataklizmem w sposób ciągły i maksymalnie skoordynowany oraz zebrał dane o rzeczywistej skali potrzeb, dzięki czemu wywalczyliśmy konkretne zmiany legislacyjne oraz realne środki na odbudowę zniszczeń. Pomógł nam w tym minister w rządzie Jerzego Buzka Jerzy Widzyk, wcześniej burmistrz Żywca.

 

Akcję pomocy organizowano też w 2010 roku. Polskie miasta okazały się solidarne po nawałnicach, które przeszły nad Polską w sierpniu 2017 roku i dotknęły miasta w województwach kujawsko-pomorskim, pomorskim, wielkopolskim. Jest zaszczytem dla związku współdziałać z tyloma samorządami, które w trudnych chwilach wspierają ofiary kataklizmów. Właśnie na tym polega solidarność miast.

 

100 lat tradycji, ćwierć wieku działalności w II RP. Jaka przyszłość rysuje się przed związkiem? Jakie wyzwania stoją przez polskimi miastami?

ZMP to dojrzała organizacja, z której zdaniem liczy się wiele środowisk. Polskie samorządy, szczególnie miasta, uczestniczą, a w dużej mierze odpowiadają za bezprecedensowy w historii naszego kraju okres prosperity. Na ten pozytywny obraz cieniem kładzie się, niestety, temperatura sporu politycznego, z jakim mamy do czynienia w Polsce.

 

Związek był krytyczny wobec poszczególnych decyzji wszystkich rządów w ciągu ostatniego ćwierćwiecza. Jednak po raz pierwszy nasz rządowy partner próbuje podważać samą ideę samorządności i subsydiarności. Mamy do czynienia z coraz większym z natężeniem centralizacji państwa.Jako samorządowcy, niejako z definicji, protestujemy przeciwko takim działaniom, co prowadzi do bardzo ostrych reakcji części obozu rządzącego. Brutalizacja języka debaty publicznej w Polsce jest smutnym faktem, ale trudno się pogodzić z niektórymi atakami i zarzutami kierowanymi pod adresem środowiska samorządowego. Tym bardziej, że na wielu polach udaje się nam prowadzić bardzo konstruktywny dialog. Przykładem jest chociażby wspomniana wcześniej polityka miejska czy konsultacje w sprawie projektu nowego kodeksu urbanistyczno-budowlanego. Warto również odnotować postawę prezydenta Andrzeja Dudy, który zawetował bardzo szkodliwą nowelizację ustawy o RIO, zapowiedział, że nie poprze ograniczenia kadencji działającego wstecz czy wreszcie powołał zespół do spraw kodyfikacji prawa samorządowego. Taki przegląd i naprawa przepisów regulujących funkcjonowanie samorządów są nam potrzebne. Jeżeli prezydent będzie konsekwentny w tej dziedzinie, związek z pewnością będzie jego sojusznikiem. Obok kwestii legislacyjnych mamy też nie mniej istotne wyzwania na polu partycypacji społecznej czy kapitału społecznego. Powstające w ostatnich latach, szczególnie w dużych miastach, ruchy miejskie są wyzwaniem dla wielu samorządowców. Prawdziwą sztuką jest identyfikacja, które z nich mogą być wartościowymi partnerami, wzmacniającymi faktyczną partycypację społeczną i promującymi wspólnotowość, a które są jedynie reprezentantami partykularnych interesów.

 

Dla nas bardzo istotna jest kwestia solidarności. Do przedwojennego związku należała zdecydowana większość miast. Do dzisiejszego – ok. jednej trzeciej. To przykre, że tak wielu kolegów burmistrzów i prezydentów nie odczuwa dyskomfortu korzystając z działalności związku i nie dokładając się do kosztów jego utrzymania. Dotyczy to zarówno kilku wiodących dużych miast, jak i szeregu mniejszych, w tym, co szczególnie przykre, takich, które skorzystały na pomocy ZMP po wielkiej powodzi z lat 90. Myślę, że w czasach, gdy część obozu rządzącego zdaje się kwestionować fundamenty samorządności, nasze środowisko musi wykazać się zdecydowanie większą odpowiedzialnością. Jeśli dalej większość będzie jechać na gapę, to za kilka lat polski samorząd może być tylko wspomnieniem.  

Podziel się!

Aby dodać komentarz, zaloguj się.