Bez mieszkańców gminy w radzie? Po wejściu w życie projektu PiS to możliwe

Autor: Andrzej Gniadkowski / 29.11.2017
W samorządach
Efektem poselskiego projektu zmieniającego ustawy w celu zwiększenia udziału obywateli w procesie wybierania, funkcjonowania i kontrolowania niektórych organów publicznych będzie, wbrew nazwie i ogłaszanym intencjom, zmniejszenie udziału obywateli w życiu samorządów – uważają przedstawiciele strony samorządowej Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego.

Krytykujemy wszystko co jest niezgodne z nazwą projektu – ogłosił na spotkaniu z przedstawicielami mediów Andrzej Porawski, sekretarz strony samorządowej KWRiST, dyrektor biura Związku Miast Polskich. Zdaniem samorządowców projekt ma na celu upolitycznienie życia w społecznościach lokalnych i zmniejszenie udziału obywateli na każdym etapie życia gminy od wyborów do funkcjonowania i kontrolowania JST.

 

Porawski wymienił najważniejsze punkty ustawy, z którymi strona samorządowa się nie zgadza. To przede wszystkim odebranie społeczności lokalnej prawa do ustalania okręgów wyborczych. Po drugie likwidacja Jednomandatowych Okręgów Wyborczych w mniejszych gminach. Zdaniem przedstawicieli samorządów w Komisji Wspólnej to właśnie jednomandatowe okręgi uaktywniły wielu obywateli tych jednostek i miały duże zasługi w odpolitycznieniu gmin. Za absurdalny i niezgodny z samorządnością uznano wniosek by do rady mogli kandydować nie tylko mieszkańcy danej gminy. – W ekstremalnym przypadku można sobie wyobrazić, że w radzie nie będzie żadnych mieszkańców danej jednostki. Jak w takim przypadku mówić o samorządności? – komentował Porawski.

 

– W wielu gminach można się spodziewać desantu kandydatów na radnych z list partyjnych, niezwiązanych z danym samorządem – mówił Krzysztof Żuk, prezydent Lublina. Zdaniem przedstawicieli samorządów propozycja, żeby członkami komisji wyborczych mogą być tylko członkowie partii politycznych to kolejny krok służący wykluczeniu społeczności lokalnych.

 

Zwrócono też uwagę na kwestię zmiany statusu skarbnika, który po wejściu w życie ustawy przestałby być zatwierdzany przez radę jednostki samorządu. – W ten sposób przestałby być także łącznikiem pomiędzy radą i wójtem w urzędzie gminy – komentował Porawski. Wielu prezydentom taka zmiana mogłaby się podobać, ale tutaj chodzi o równowagę pomiędzy organami samorządu – dodawał.

 

Osobnym punktem spotkania była krytyka pomysłu ograniczania kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów. Przypomniano, że jest to projekt niekonstytucyjny. – Ograniczenia prawa wyborczego muszą znaleźć swoje odzwierciedlenie w konstytucji – przekonywał Porawski podając przykład 2009 roku gdy w art. 99 dodano ust. 3 w brzmieniu: „Wybraną do Sejmu lub do Senatu nie może być osoba skazana prawomocnym wyrokiem na karę pozbawienia wolności za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego”.

 

Jacek Krywult, prezydent Bielska Białej, zwrócił zaś uwagę na brak dyskusji o długości kadencji i brak przeglądu prawa obowiązującego w innych krajach w tej sprawie. – Znów wyważamy otwarte drzwi. Dwie kadencję są np. na Węgrzech, ale są one 5-letnie. Znacznie dłuższe kadencje są także w Skandynawii, w Niemczech w zależności od landu mogą mieć nawet 7-8 lat – komentował Krywult.

 

– Mówiąc wprost. 4 lata nie starczają by ktoś niedoświadczony dobrze nauczył się pracy na tym stanowisku. Ale załóżmy, że pierwszą kadencję poświęcimy na naukę. Drugą trzeba będzie poświęcić na urządzenie się i kontynowanie kariery na innych stanowiskach po ośmiu latach w gminie. Tym bardziej, że w polskim prawie nie przewiduje się żadnych cywilizowanych sposobów na odchodzenie ze stanowiska, a pełniąc obowiązki prezydenta po 8 latach będzie się musiał martwić o byt. Powrót to każdego zawodu będzie trudny – oceniał  Krywult.

 

Zdaniem Wadima Tyszkiewicza, prezydenta Nowej Soli projekt w ogóle abstrahuje od zakładanej roli wójta, burmistrza, prezydenta. – Jeżeli ma to być ktoś w rodzaju wielkorządcy, który funkcję tę ma sprawować w nagrodę za zasługi to ograniczenia kadencji są jak najbardziej na miejscu. Ja sobie jednak wyobrażam rolę prezydenta jako sprawnego menadżera. Tego potrzebują dziś wspólnoty lokalne. Jeżeli wójt, burmistrz czy prezydent mają być sprawnymi menedżerami to musimy wymyślić sposób wyboru zwiększający szansę, że na te funkcję zostaną wybrani najlepsi menedżerowie i lokalni liderzy. Dwie krótkie kadencje, ograniczenia w znalezieniu pracy na terenie gminy po zakończeniu pracy w samorządzie nie zachęcają do poświęcania się tej pracy – twierdzi Tyszkiewicz.

 

– Najważniejszy jest jednak wątek ustrojowy. Cała ta ustawa to krok w kierunku zamiany samorządów w terenowe oddziały administracji centralnej – podsumował Krzysztof Żuk .

 

Więcej o stanowisku samorządów i projekcie ustawy >>>

 

 

Podziel się!

Aby dodać komentarz, zaloguj się.