Co zrobić z małą szkołą – przekazać czy zlikwidować?

Autor: ALEKSANDRA BOBKIER / 20.12.2012
MONOGRAFIA 4 1 2012 4

 

Dla mnie odpowiedź jest oczywista – przekazać. Aby podobnie zaczęli myśleć inni, pomocna może być ta garść dyrektorskich retrospekcji. Mowa w nich, na przykładzie placówki w Bogdanowicach, o blaskach i cieniach przekazania gminnej szkoły stowarzyszeniu.

 

Dziś coraz głośniej mówi się o zjawisku depopulacji w naszym kraju. Gmina Głubczyce także zmaga się z tym problemem. Niż demograficzny na Opolszczyźnie był wyraźnie odczuwalny o 2 lata wcześniej niż w innych województwach. Ogólną sytuację gminy w 2010 r. pogarszał brak inwestorów, wysokie bezrobocie itd. – no i aż 6 małych wiejskich szkół.

 

Na przestrzeni ostatnich 8 lat liczba uczniów w szkołach podstawowych i gimnazjach zmniejszyła się o 810. Sposobem finansowania oświaty jest subwencja przyznawana przez państwo na ucznia. W związku ze zmniejszeniem ilości uczniów subwencja ciągle maleje.

 

Na podstawie wyliczeń ZOKiS w Głubczycach dopłata z budżetu gminy do kosztów utrzymania szkół w 2004 r. wynosiła ok. 3,39 mln zł, a w 2010 r. ok. 4,6 mln zł. Generalnie samorządowcy twierdzą, że pieniądze rządowe starczają na utrzymanie szkół, jeśli w podstawówkach w klasie uczy się nie mniej niż 18 uczniów, a w gimnazjach 24. W szkołach wiejskich już od wielu lat nie ma klas tak liczebnych. Istnieją natomiast klasy kilkuosobowe.

 

W takiej sytuacji w lutym 2010 r. pojawił się pomysł zamknięcia 5 wiejskich szkół, w tym także naszej, Szkoły Podstawowej w Bogdanowicach. Tak raptowne i drastyczne posunięcie władz gminnych spotkało się z ogromnym protestem ze strony rodziców i środowiska nauczycielskiego. Ostatecznie burmistrz wycofał się z proponowanego rozwiązania, ale problem nadal był żywy i szeroko komentowany.

 

Czy naprawdę jest tak źle?

Z przykrością musiałam przyznać, że pewne liczby nie kłamią. W mojej szkole uczyło się tylko 64 uczniów, generowało to wysoki koszt jej utrzymania. Liczba urodzeń była na stałym poziomie. Odległość szkoły od miasta to zaledwie 3 km. Tak małych szkół jak moja jest aż cztery.

 

Skarbnik gminy nie krył, że „ogólnie sytuacja finansowa samorządu jest trudna, no i od 1 stycznia 2011 r., zgodnie z nową ustawą o finansach publicznych, samorządom nie wolno zaciągać kredytów na działalność”. Dotychczas gminy mogły zaciągać taki kredyt na początku roku, aby finansować bieżącą działalność szkół, ponieważ subwencja oświatowa jest zbyt mała. Następnie kredyt spłacany był z dochodów własnych gminy. Teraz nie mogą tego robić. Nie ma się co oszukiwać – naprawdę jest źle.

 

Czy jest jakieś wyjście?

Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności i mając świadomość, że likwidacja mojej szkoły to tylko kwestia czasu, zdecydowałam się na rozmowę z kurator oświaty Haliną Bilik, w trakcie której dowiedziałam się, że stowarzyszenie może samo wystąpić do gminy o przejęcie szkoły, na podstawie art. 5.5g. ustawy o systemie oświaty.

 

 

Art.5.5g. Jednostka samorządu terytorialnego, będąca organem prowadzącym szkołę liczącą nie więcej niż 70 uczniów, na podstawie uchwały organu stanowiącego tej jednostki oraz po uzyskaniu pozytywnej opinii organu sprawującego nadzór pedagogiczny, może przekazać, w drodze umowy, osobie prawnej niebędącej jednostką samorządu terytorialnego lub osobie fizycznej, prowadzenie takiej szkoły.

 

 

Tak, to było wyjście. Lecz przy tak małej liczbie uczniów nie utrzymamy się długo. Wyliczyłam, że mamy realne szanse na utrzymanie, prowadząc przejętą od gminy szkołę podstawową i utworzone na jej bazie stowarzyszeniowe gimnazjum. Musiałam tylko przekonać do tego pomysłu: rodziców, nauczycieli, uczniów, pracowników szkoły, burmistrza i 21 radnych.

 

Jakie są zalety przekazania?

Takie rozwiązanie ma  co najmniej kilka zalet, i to dla obu stron.

ZALETY
 
SAMORZĄD
 
SPOŁECZNOŚĆ SZKOLNA
 
1. Nie gubi dziecka w zderzeniu z brutalnymi prawami ekonomii!
 
1. Dobro dziecka pozostaje na pierwszym miejscu, bo dla uczniów nic się nie zmienia! To nadal ta sama, bezpłatna szkoła z wykwalifikowaną kadrą pedagogów.
 
2. Nie wypłaca odpraw wszystkim nauczycielom i pracownikom szkoły.
 
2. Wszyscy nauczyciele i pracownicy szkoły mają gwarantowaną pracę.
 
3. Uzyskuje niższy koszt utrzymania   ucznia  w szkole.
 
3. Nauczyciele i pracownicy szkoły nie muszą przyjąć nowych warunków pracy i płac wynikających z przejścia na kodeks pracy i otrzymają wtedy odprawy jak przy likwidacji placówki.
 
4. Krótszy dowóz dzieci do szkoły to obniżenie kosztów transportu.
 
4. Dowożone dzieci mają skrócony czas dowozu do szkoły.
 
5. Bieżące remonty szkoły prowadzi stowarzyszenie, podnosząc wartość gminnego budynku.
 
5. W przypadku, gdyby stowarzyszenie zrezygnowało z prowadzenia szkoły, gmina musi przejąć ją z powrotem wraz z personelem.
 
6. Przekazanie szkoły daje realne szanse na utrzymanie miejsc pracy na terenie wsi.
 
6. Dotacja przekazywana przez gminę jest wyższa od subwencji przekazywanej przez państwo.
 
7. Działająca szkoła pełni na terenie wsi funkcję wszechstronnego ośrodka kultury.
 
7. W budynku szkolnym mogą odbywać się zajęcia dodatkowe dla dzieci i rodziców, może działać biblioteka.
 
8. Wzrasta wartość wiejskiej działki budowlanej, jeśli w danej miejscowości działa szkoła.
 
8. Szkoła razem ze społecznością wiejską może aplikować o środki unijne.
 
9. Burmistrz i radni nie podejmują trudnej i niepopularnej decyzji o likwidacji placówki.
 
9. Stowarzyszenie nie może zlikwidować przejętej od gminy szkoły.
 

 

 

Kto ma coś do stracenia?

Władze samorządowe, które rozumieją, jak ważna jest edukacja młodego pokolenia i równocześnie mają na względzie rachunek ekonomiczny, ryzykują niewiele – chyba że np. ze względów finansowych stowarzyszenie zrezygnuje z prowadzenia szkoły, gmina musi ją przejąć z powrotem.

 

Nauczyciele muszą zrezygnować z przywilejów Karty Nauczyciela (KN). Pracują na podstawie kodeksu pracy (KP). Nie otrzymują dodatków. Mają wyższe pensum dydaktyczne i niższe wynagrodzenie, które jest zależne od sposobu naliczania przez gminę dotacji.

 

Frustrująca jest ciągła niepewność, czy władze gminne nie utworzą zbyt wielu szkół stowarzyszeniowych, bo wtedy zbyt niska dotacja nie wystarczy na utrzymanie szkoły. Dzieci ubywa nie tylko w szkołach gminnych, ale także w stowarzyszeniowych. Na wsi bardzo widoczne jest zjawisko emigracji zarobkowej – znikają całe rodziny. Niż demograficzny też nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Liczba dzieci generuje wysokość dotacji. Szkołom, które mają mniej niż 60 uczniów, jest bardzo ciężko się utrzymać.   

 

Dyrektor gminnej szkoły ma do stracenia najwięcej. Musiałam sama zwolnić się z pracy. Nie dostałam odprawy. Zrezygnowałam z przywilejów Karty Nauczyciela, przeszłam na kodeks pracy. Nie wiedziałam, czy zarząd stowarzyszenia zaproponuje mi stanowisko dyrektora w swojej szkole – zdarza się, że wybiera kogoś innego. W tamtym czasie nikt nie opracował jeszcze regulaminów pracy i płacy. Gdyby gmina przejmowała szkołę z powrotem, przejmuje ją bez dyrektora placówki stowarzyszeniowej. Dyrektor szkoły gminnej odpowiada za bardzo wiele rzeczy, szkoły stowarzyszeniowej za wszystko.

 

Kiedy zaczynają się schody?

Ciężko było od samego początku. Zakładanie stowarzyszenia było niezwykle trudne. Środowisko przepełniała nieufność, rozgoryczenie wynikające z zamiaru likwidacji szkoły. Ludzie nikomu nie ufali, bali się podstępu, czuli się zdradzeni przez władzę, którą sami wybierali.

 

Argumenty ekonomiczne do nich nie przemawiały. Rodzice i nauczyciele byli sfrustrowani, a frustracja rodziła agresję. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, zawsze znajdzie się też jeszcze ktoś, kto na tym chce coś zyskać dla siebie, np. zaistnieć politycznie lub mieć swoje 5 minut w mediach.

 

 

Etap I: utworzyć stowarzyszenie

Przebrnęliśmy przez biurokrację i cały proces legislacyjny. 5 maja 2010 r. we wsi Bogdanowice powstało Społeczno-Oświatowe Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Wsi.

 

Etap II: wystąpić o ocenę warunków bezpieczeństwa pożarowego oraz ocenę warunków sanitarnych

Uzyskanie pozytywnej decyzji Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Głubczycach, dotyczącej bezpieczeństwa w budynku (szkoła 1000-latka) jako obiektu przeznaczonego na szkołę, okazało się niemożliwe. Mimo że wniosek o opinię złożyło stowarzyszenie, pan strażak wydał negatywną decyzję dla funkcjonującej zgodnie z przepisami szkoły gminnej.

 

Gdyby nie dobra wola władz gminnych i wykonanie zaleceń zawartych w decyzji, to szkoła stowarzyszeniowa nigdy by nie powstała, a gminną można było na podstawie tej decyzji zamknąć. Miło wspominam współpracę z Powiatową Stacją Sanitarno-Epidemiologiczną w Głubczycach, która także musiała dokonać oceny obiektu i wydać decyzję w przedmiotowej sprawie.

 

Dyrektor Alina Mazur-Ciapa podeszła jednak do naszego wniosku nie tylko profesjonalnie, ale i ze zrozumieniem. Udało się wypracować rozwiązanie zadowalające obie strony, bez zbędnego stresu, w przyjaznej atmosferze.

 

Etap III: uzyskanie zgody władz samorządowych

Początkowe rozmowy z burmistrzem i radnymi, aby zgodzili się na utworzenie publicznego gimnazjum oraz przekazanie Szkoły Podstawowej w Bogdanowicach na podstawie art. 5.5g. uso stowarzyszeniu były trudne. Władze samorządowe bały się rozwiązań, których nie znały.

 

Ościenne gminy, a nawet województwa miały doświadczenia dotyczące likwidacji szkół, a nie ich przekazania. Udało się nam jednak przekonać burmistrza i większość samorządowców, że obie strony mogą na tym zyskać. Na podstawie porozumienia stowarzyszenie w pierwszym roku gwarantowało wszystkim pracownikom pracę i takie samo wynagrodzenie.

 

Pensum podnieśliśmy do 21 godz. Gmina wyraziła zgodę na utworzenie publicznego gimnazjum i przekazanie w ciągu 6 miesięcy, zgodnie z ustawą, szkoły podstawowej.

 

Etap IV: uzyskanie zgody opolskiego kuratora oświaty na połączenie szkół w zespół

Ta decyzja bardzo ułatwiła nam prace kadrowo-administracyjne. Za nami już mnóstwo pracy, ale końca nie widać.

 

 

Droga przez mękę

Tworzenie dokumentów w szkole stowarzyszeniowej to droga przez mękę. Ustawa o systemie oświaty  określa tylko ogólnie, co powinno być zawarte w umowie między gminą a stowarzyszeniem w przypadku przekazania szkoły na podstawie art. 5.5g.         

Nie ma żadnych wskazówek, jak powinien wyglądać regulamin pracy i wynagradzania nauczycieli w szkołach stowarzyszeniowych. Jak ustawodawca wyobrażał sobie zagwarantowanie nauczycielom przechodzącym z KN na KP takich samych warunków pracy?

 

Taki zapis to fikcja. Specyfika zawodu nauczyciela wykracza poza KP. Jak ewidencjonować 40-godzinny czas pracy? Jak go rozliczać? Jak ma się 26 dni urlopu do szkolnych wakacji, ferii, przerw świątecznych?  Co z nadgodzinami, to zupełnie inne pojęcia w KN i KP?

 

Nie dopracowano także wiele kwestii dotyczących przekazywania dotacji. Konieczność całkowitego rozliczenia nie daje szansy na robienie drobnych oszczędności na nowy rok. Dotację przekazuje gmina 12 razy w roku na koniec miesiąca. W efekcie w grudniu muszę wypłacić dwie wypłaty, w styczniu nie ma poborów.

 

Dotacja naliczana jest na podstawie szacowanego budżetu gminy, nie otrzymujemy wyrównania, jeśli wykonanie budżetu było inne. Właściwie naliczana dotacja jest bardzo istotną sprawą, nam także ubywa dzieci.

 

My także musimy, zgodnie z rozporządzeniem o pomocy psychologiczno-pedagogicznej, planować dodatkowe godziny dla zdolnych i słabszych dzieci. To oznacza dodatkowe wydatki i podnosi niebezpiecznie koszty utrzymania szkoły. To tylko kilka przykładów trudności, z którymi borykamy się na co dzień w szkole stowarzyszeniowej. Swoboda interpretacji i nieścisłość przepisów nie służy dobrej współpracy między stowarzyszeniem  a władzami gminy.

 

Czy warto?

„Każda zmiana budzi lęk, rewolucja rodzi opór”. Mój pomysł na ratowanie naszej szkoły dla wielu osób był „rewolucją”. Moi rodzice i większość pracowników szkoły spisała się na szóstkę!  Spodziewałam się, że temat ratowania małej wiejskiej szkoły nie znajdzie zainteresowania poza środowiskiem lokalnym. Miło się rozczarowałam. Wielu ludzi niezwiązanych z oświatą bezinteresownie mi pomagało.   Nie spodziewałam się jednak, że część środowiska nauczycielskiego będzie tak niechętna zmianom.

 

Moje doświadczenia wskazują, że nasze przepisy dotyczące szkół stowarzyszeniowych są niedoprecyzowane. Zbyt duży wpływ na końcowy efekt naszych działań miał element ludzki. Miałam to szczęście w nieszczęściu, że trafiałam na bardzo wielu mądrych i życzliwych ludzi, bez których sama z nowo powstałym stowarzyszeniem nie umiałabym uratować naszej szkoły. Ale co z tymi, którzy gdzieś w Polsce, walcząc o swoje placówki, nie będą mieli tyle szczęścia?

 

Czy było warto? Każdego dnia, gdy idę szkolnym korytarzem pośród setki radosnych dzieci, spokojniej patrzę w przyszłość. Kiedy mijam nauczycieli rozmawiających o uczniach i ich problemach, a nie o tym, gdzie znajdą pracę, to wiem, że było warto!

 

Podziel się!

Aby dodać komentarz, zaloguj się.