Desperacja nauczycieli wystraszyła MEN

Autor: Andrzej Gniadkowski / 11.03.2019
Prawo
Wrześniowe podwyżki spowodują ogromne zamieszanie. Od konieczności zmian w obowiązującym prawie, aż po problemy w interpretacji i stosowaniu prawa, szczególnie przy dotowaniu oświaty – mówi dr Bogdan Stępień, ekspert w sprawach finansowania oświaty. Jego zdaniem stracić mogą na tym samorządy oraz oświata niesamorządowa. Dla nauczycieli przesunięcie terminu podwyżki o 4 miesiące jest zaś niewiele znaczące. I tak po trzech etapach otrzymają średnio tylko tyle, ile policjanci w pierwszej racie podwyżki.

Ministerstwo Edukacji Narodowej planuje zmiany w wynagrodzeniu nauczycieli zmieniając ustawę Karta Nauczyciela. To dość zaskakujące rozwiązanie. O co w nim chodzi?

Z przepisów art. 8 projektu z dnia 28 lutego 2019 roku zmiany ustawy – Karta Nauczyciela oraz niektórych innych ustaw wynika, że obecne przepisy art. 30 ust. 3 ustawy KN (określające średnie wynagrodzenia nauczycieli na wszystkich szczeblach awansu jako procent kwoty bazowej określanej w budżecie państwa – przyp. red.) mają zostać zawieszone na okres od 1 września 2019 roku do 31 grudnia 2019 rok. Zamiast ustalania średnich wynagrodzeń nauczycieli, jak dotychczas, jako iloczynu kwoty bazowej oraz odpowiedniego wskaźnika, przez okres zawieszenia działania tych przepisów, będą one równe dotychczasowym średnim powiększonym o 5 proc.

 

Czy coś takiego miało kiedykolwiek miejsce w historii?

Od kiedy zajmuję się problematyką finansowania oświaty, czyli od 2005 roku, jest to precedensowa sytuacja. Jest ona spowodowana zapewne desperacją nauczycieli, której wystraszyła się minister Anna Zalewska, która pod tą presją zaczyna działać bez żadnego namysłu.

 

Dlaczego według Pana nie zaproponowano wzrostu wynagrodzeń nauczycieli, poprzez wzrost kwoty bazowej dla nauczycieli od 1 września 2019 roku?

Zmiana ustawy budżetowej i to na samym początku roku, obejmująca nie tylko przesunięcie środków, ale i dotycząca sprawy merytorycznej (zmiana kwoty bazowej – przyp. red.) byłaby porażką rządu. Tak najprawdopodobniej interpretuje to rząd, nie bacząc jednak na konsekwencje prawne wynikające z propozycji MEN. Wygląda na to, że rząd, w tym minister finansów umywają ręce i nie chcą mieć z tym problemem nic wspólnego. Chcą wszystko zrzucić na ministerstwo edukacji i osobiście Annę Zalewską, którą posyłają na posadę do PE. W ten sposób ten temat ma niby zniknąć. Jeżeli tak myślą, to są w błędzie.

 

Dlaczego Pan myśli, że są w błędzie?

Przyspieszenie o 4 miesiące wzrostu wynagrodzeń nauczycieli o kolejne 5 proc. nie spełnia oczekiwań zdesperowanych już chyba nauczycieli. Proszę zauważyć, że policjanci, których nie objęła żadna reforma, idąc nagminnie na L4 wywalczyli sobie znacznie wyższe podwyżki: jedną od 1 stycznia 2019 roku w wysokości 655 zł, a kolejną zapowiedzianą od 1 stycznia 2020 roku w wysokości 500 zł. Nauczycielom zaproponowano  trójetapowy wzrost wynagrodzeń po 5 proc., co efektywnie łącznie kwotowo, średnio na nauczyciela wyniesie tyle, co pierwsza podwyżka dla policjantów. Mówię efektywnie, bo po odliczeniu składek na ubezpieczenia społeczne po stronie pracownika,  których to policjanci nie płacą.

 

Pan jest za większymi podwyżkami dla nauczycieli?

Jestem za nagłośnieniem mało znanej wypowiedzi Anny Zalewskiej z dnia 2 marca 2009 roku dla portalu doba.pl z Dzierżoniowa, w której stwierdziła ona między innymi, że założenia reformy Handkego są dobre, że największym mankamentem jest to, że co rząd to zmiana koncepcji, i że cały czas w Polsce przy reformie zapomina się o tym, że ona musi być obudowana pieniędzmi. Z całą tą wypowiedzią powinien się zapoznać każdy nauczyciel, bo wszystko, co Zalewska później zrobiła, jest zaprzeczeniem tego, co wcześniej mówiła.

 

Jakie widzi Pan rozwiązanie tego problemu?

Po pierwsze, wzrost wynagrodzeń nauczycieli powinien się odbyć poprzez wzrost kwoty bazowej w ustawie budżetowej. Po wtóre, stosownie do przepisu art. 28 ust. 1 ustawy o dochodach JST powinien nastąpić odpowiedni wzrost kwoty subwencji oświatowej w ustawie budżetowej. Stosowny wzrost tej subwencji powinien objąć zadania oświatowe realizowane nie tylko przez samorządy (jak MEN proponuje przyp. red.), ale również i inne podmioty. Ponadto, podział dodatkowej subwencji oświatowej powinien się odbyć poprzez algorytm podziału subwencji oświatowej na rok 2019, bo obecny standard finansowy A, który jest między innymi podstawą do naliczania dotacji dla szkół niesamorządowych, nie uwzględnia zapowiadanych podwyżek. 

 

A jeśli MEN przeforsuje swoje pomysły?

Jeżeli Ministerstwo Finansów na czas się nie zreflektuje i nie przejmie pilnie dowodzenia nad tym, co w MEN pod kierownictwem Zalewskiej się w tym zakresie dzieje, to w mojej opinii, ustanowione prawo będzie można skutecznie zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego. Warto dodać, że wszystko co wcześniej powiedziałem jest tylko wystającym nad ocean szczytem góry lodowej. Planowany wzrost wynagrodzeń nauczycieli od 1 września, spowoduje przeogromne zamieszanie, od konieczności zmian w obowiązującym prawie, aż po problemy w interpretacji i stosowaniu prawa, szczególnie przy dotowaniu oświaty. Niech MF i MEN, ale i samorządy, o tym już teraz wiedzą, że jeżeli dojdzie do wzrostu wynagrodzeń nauczycieli od 1 września 2019 roku, to będą musiały wzrosnąć dotacje na szkoły niesamorządowe wypłacane im przez samorządy. Może się okazać, że samorządy nie tylko nie dostaną na to środków, to jeszcze w zależności od sposobu podziału tej części subwencji, pojawią się mniejsze lub bardzo duże problemy z ustaleniem tych kwot dotacji.

 

Uważam, ze omawiany tu projekt zmiany ustawy KN jest „źle zaplanowany, źle przemyślany i źle policzony” i jest niebywałym bublem prawnym. Dlatego w całości powinien trafić wprost do niszczarki. Zarówno samorządy jak i nauczyciele, no i oczywiście podmioty dotowane przez samorządy w zakresie oświaty, powinny solidarnie, ale i merytorycznie zaopiniować ten projekt negatywnie - mówi Bogdan Stępień.

 

A co z innymi elementami projektu?  

Propozycje MEN w zakresie dodatków dla nauczycieli za wyróżniającą się ich pracę, są ewidentnym działaniem ze strony MEN na skompromitowanie ustawy – Karta Nauczyciela oraz działaniem dysfunkcyjnym, destrukcyjnym, nieskutecznym oraz sprzecznym z obecnym art. 30 ust. 1 pkt 2 ustawy - KN. Dlaczego np. nauczyciel ciągle wyróżniający się w pracy ma otrzymywać taki dodatek tylko przez okres ograniczony? Jak się ma proponowane wykluczenie proponowanych dodatków za wyróżniającą się pracę, z uwzględniania ich w średnich wynagrodzeniach nauczycieli, do obecnego art. 30 ust. 1 pkt 2 w powiązaniu z art. 30a ust. 2 ustawy – KN, z których wynika jednoznacznie, że muszą być uwzględnione?  Dlaczego niby wydatki na omawiane tu dodatki dla nauczycieli dyplomowanych mają być uwzględniane w ich średnich wynagrodzeniach, a w pozostałych grupach awansu już nie? Gdzie tu sens?

 

Mówi się, że samorządy mogą unikać wypłacania tych dodatków, bo wydatki na ten cel mają być niewłączane do tzw. średnich. To realne zagrożenie?

Bezsankcyjne przepisy prawne są bezproduktywne i w ogólności bezskuteczne. Samorządy od dawna mają instrumenty prawne do wynagradzania jednych nauczycieli lepiej a innych gorzej. Mimo tego znaczna grupa samorządów wypłaca i to znaczne jednorazowe dodatki uzupełniające (obowiązek ich wypłacenia wynika z nieosiągnięcia średnich wynagrodzeń –  przyp. red.), które de facto są proporcjonalne do wypłaconych nauczycielom wynagrodzeń zasadniczych, zamiast wypłacania odpowiednich nagród lub dodatków motywacyjnych dla nauczycieli wyróżniających się w pracy? Co tym samorządom dotychczas stało na przeszkodzie, że nie mogły wyróżniających się w pracy nauczycieli wynagradzać lepiej? 

 

Uważa Pan, że te dodatki w ogóle nie mają sensu?

Jeżeli mają być wprowadzone w życie dodatki za wyróżniającą prace nauczycieli i mają być skuteczne tzn. stosowane w praktyce, to powinny być one bezwzględnie włączone do art. 30 ust. 1 pkt 2 ustawy KN (zatem i średnich wynagrodzeń – przyp. red.). Jednocześnie powinna w odpowiednim stopniu wzrosnąć kwota bazowa dla nauczycieli oraz w nieznacznym stopniu wzrosnąć luka pomiędzy ich średnimi wynagrodzeniami a minimalnymi stawkami wynagrodzeń zasadniczych. Warto podkreślić, że wymóg osiągania średnich wynagrodzeń nauczycieli, czyli art. 30a ustawy KN, jest w zasadzie jedynym realnym i bardzo skutecznym przepisem chroniącym minimalne średnie dochody nauczycieli, spójnym z algorytmem podziału subwencji oświatowej – czyli relacją pomiędzy rządem, samorządami i nauczycielami. 

 

 

Uważam, ze omawiany tu projekt zmiany ustawy KN jest „źle zaplanowany, źle przemyślany i źle policzony” i jest niebywałym bublem prawnym. Dlatego w całości powinien trafić wprost do niszczarki. Zarówno samorządy jak i nauczyciele, no i oczywiście podmioty dotowane przez samorządy w zakresie oświaty, powinny solidarnie, ale i merytorycznie zaopiniować ten projekt negatywnie. Jeżeli samorządy nie wyrażą odpowiedniej wręcz wetującej opinii do omawianego tu projektu, to oprócz tego, że jak zwykle wzrost subwencji obejmie wyłącznie oświatę prowadzoną przez samorządy, a następnie samorządy będą musiały się tą dodatkową kwotą podzielić z oświatą przez nie dotowaną, to jeszcze pojawi się niebywały problem: jak wyznaczyć dotację „na ucznia”? Do tego potrzebne jest bowiem wcześniejsze określenie „subwencji na ucznia”.

 

 

 

Projekt do pobrania ze strony RCL >>>

Podziel się!

Aby dodać komentarz, zaloguj się.