Kto chce żeglować po naszym jeziorze, powinien kupić winietę

Autor: Sławomir Bukowski / 05.09.2019
W samorządach
Próbujemy część kosztów usuwania odpadów z brzegów jeziora i wysp przerzucić na osoby, które je wytwarzają – mówi Krzysztof Harmaciński, wójt gminy Iława.

W pańskiej gminie działa ponad 40 organizacji pozarządowych. Skąd taka eksplozja obywatelskości?

To efekt mobilizowania lokalnej społeczności do działania, podejmowania inicjatyw, zachęcania ludzi do brania spraw w swoje ręce. Od początku mojej pracy na stanowisku wójta gminy, a objąłem je 21 lat temu, postawiłem na rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Po prostu uznałem, że efektywniej będzie mi się rządziło współdziałając z aktywnymi, świadomymi swoich potrzeb i praw mieszkańcami. Powołałem pełnomocnika ds. organizacji pozarządowych, którego zadaniem jest pomoc i ścisła współpraca z nimi. Zachęcałem i mobilizowałem do tworzenia stowarzyszeń, udzielałem im wszelkiej niezbędnej pomocy, także prawnej. Notabene, osobiście inicjowałem założenie Fundacji im. Emila von Behringa, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii, który urodził się w Ławicach w gminie Iława.
Jestem stąd, urodziłem się i wychowałem w Ząbrowie, jednej z największych miejscowości gminy. Wszystkie etapy mojej pracy zawodowej wiązały się w taki czy inny sposób ze współpracą z mieszkańcami, z lokalnym środowiskiem. Znam tych ludzi, a oni mnie. Początek mojej pracy w samorządzie to był okres dużych zmian gospodarczych i politycznych, które siłą rzeczy wpływały na procesy społeczne i codzienne życie. Odstępowano od wielu rozwiązań kojarzących się z PRL-em, przestały działać niemal wszystkie koła gospodyń wiejskich, niepewny był los ochotniczych straży pożarnych, bo były polityczne zakusy na ich likwidację, choć ochotnicy są niezbędni dla zapewnienia bezpieczeństwa pożarowego w gminach. Zacząłem namawiać mieszkańców do powrotu do korzeni, do sprawdzonych rozwiązań i tradycji, tłumaczyłem, że to od ich pomysłowości, zaradności i kreatywności zależy jakość ich życia, ich dzieci i wnuków. Jak sobie ludzie poukładają rozwój swoich miejscowości, tak będą żyli w kolejnych latach.

 

W okolicy działały PGR-y?

Całe szczęście ich działalność obejmowała tylko trzy miejscowości i tam właśnie uwidoczniło się najwięcej niepożądanych postaw, ludzie uważali, że wszystko im się należy, a państwo, a więc i gmina, cały czas musi im coś dawać. Zmiana tych postaw wymagała dużo wysiłku. Ale stopniowo, z upływem czasu, aktywność społeczną udało się wyzwolić i tam. Mieszkańcy ze swoimi sołtysami zaczęli realizować pomysły wspólnie z samorządem, we współpracy z wójtem i radą gminy. A ponieważ widzieli efekty swoich inicjatyw, zaczęli to doceniać.

 

W jaki sposób lokalne inicjatywy były finansowane?

Co roku w budżecie gminy wyodrębnialiśmy środki do dyspozycji sołectw, to były niemałe pieniądze. Stworzyliśmy fundusz wiejski, coś na kształt współczesnego funduszu sołeckiego. Każde sołectwo dysponowało tymi środkami w autonomiczny sposób. Potem doszedł mechanizm małych grantów ze środków pozabudżetowych. Była to dodatkowa motywacja do zakładania rozmaitych organizacji, na przykład stowarzyszeń na rzecz rozwoju poszczególnych sołectw, klubów sportowych, które działając w tej formule, mogą otrzymywać dotacje ze środków publicznych. Gdy obejmowałem urząd wójta, w całej gminie było tylko jedno koło gospodyń, dziś jest ich jedenaście, a kolejne się organizują. Dla mnie to bardzo ważne, bo oznacza możliwość wspólnej realizacji wielu przedsięwzięć. Zwykły piknik rodzinny oznacza współdziałanie kilku lokalnych organizacji. Każde coś wnosi, w efekcie imprezy są bogate w wydarzenia. Są warsztaty, degustacja tradycyjnych produktów, przypominanie obrzędów bożenarodzeniowych czy wielkanocnych, wystawy rękodzieła itp.

 

Czyli organizacje utrzymują się głównie z pieniędzy publicznych?

Staramy się wspomagać finansowo ich działania, chociaż coraz więcej z nich aplikuje o środki zewnętrzne, głównie z programów Leader i Lokalnych Grup Działania, dzięki czemu mogą realizować większe zadania. Jako przykład podam Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Sołectwa Wola Kamieńska, które ma na koncie kilka dużych projektów, choćby urządzenie plaży nad Jeziorakiem czy plenerowego miejsca spotkań dla mieszkańców nad jeziorem Łabędź w Kamieniu Małym – postawiono tam ławki, różne urządzenia do gry, jest także miejsce na ognisko. Organizacje pozarządowe potrafią realizować projekty o wartości kilkuset tysięcy złotych.

 

Skąd biorą pieniądze na wkład własny?

Tutaj gmina spieszy im z pomocą. Dajemy im dotacje i udzielamy pożyczek. Jeśli na przykład projekt jest wart 50 tysięcy złotych i stowarzyszenie musi wyłożyć połowę tej kwoty, może liczyć na nasze wsparcie właśnie w tej formie. Bywa, że pieniądze dla stowarzyszenia są przekazywane dopiero po wykonaniu zadania, wtedy jesteśmy w stanie udzielić pożyczki w celu zabezpieczenia wkładu własnego, a pożyczka jest zwracana w momencie przekazania stowarzyszeniu dotacji. Ten system się sprawdza. Dzięki niemu ochotnicze straże pożarne zdobywały środki na remonty remiz, wyposażenie jednostek w nowe pojazdy, sprzęt ratowniczy. Jesteśmy ewenementem w skali powiatu, bo dzięki budowaniu dobrego klimatu dla lokalnych stowarzyszeń w pewnym momencie mieliśmy aż siedem klubów sportowych piłki nożnej. Jeden grał nawet w trzeciej lidzie. Dziś klubów jest sześć. Mamy też komórkę do spraw pozyskiwania środków pozabudżetowych, jej pracownicy pomagają przygotowywać organizacjom wnioski aplikacyjne, i rozliczać projekty.

 

Czyli emocji sportowych nie brakuje.

Tak, sport dostarcza mieszkańcom wielu pozytywnych wrażeń. Gmina bardzo dużo środków przeznacza na inwestycje sportowe. Powstały nowe boiska sportowe, także wielofunkcyjne, orlik, mamy naprawdę niezłe zaplecze. Jest gdzie uprawiać sport. Nasze drużyny piłkarskie osiągają sukcesy. Jesteśmy też dumni z placówek oświatowych, prawie wszystkie szkoły zostały wyremontowane, tylko jedna czeka jeszcze na przebudowę, ale to zależy od pozyskania środków zewnętrznych. W ostatnich latach powstały trzy całkowicie nowe obiekty na miarę XXI wieku, z pełnym wyposażeniem i najnowocześniejszym sprzętem dydaktycznym. Mieliśmy też dwa znakomicie wyposażone gimnazja, które jednak z powodu reformy musieliśmy zlikwidować.

 

Dużo ta reforma kosztowała gminę?

Od 2016 roku na jej wdrożenie z własnych środków wyłożyliśmy aż 2,8 mln zł. Tych pieniędzy nikt nam nie zwróci. Ja uważam, że ta reforma nie była konieczna. System oświaty, w którym funkcjonowały gimnazja, nie był może doskonały, ale zdawał egzamin, wystarczyło tylko, we współpracy z samorządami, dopracować kwestie dydaktyczne i wychowawcze. Nasi uczniowie osiągali bardzo dobre wyniki w krajowych i międzynarodowych konkursach i olimpiadach. Utworzenie 18 lat temu gimnazjów oznaczało dla samorządów duże wydatki. To my wykładaliśmy środki, których nigdy nie otrzymaliśmy z powrotem. W gminie Iława jedno gimnazjum zostało nawet zbudowane od podstaw. Teraz przywracanie starego modelu kształcenia oznaczało dla nas kolejne koszty. Całe szczęście, że wszystkie obiekty oświatowe budowaliśmy przewidując systematyczny rozwój gminy, miały zabezpieczoną rezerwę lokalową. Dzieci zaczynające naukę w pierwszej klasie aż do ósmej pozostają w tym samym budynku. Uniknęliśmy konieczności przenoszenia klas. W naszej gminie nie ma problemu depopulacji, dlatego inwestycje infrastrukturalne są planowane z myślą o powiększaniu się naszej społeczności. 12 lat temu wybudowaliśmy kompleks szkolny w miejscowości Wikielec, zaledwie 2 kilometry od granic Iławy. Widzieliśmy, jak dużym zainteresowaniem cieszą się tam działki budowlane. Dziś to sołectwo jest sypialnią Iławy, młodzi ludzie, którzy nie chcą mieszkać w blokach, szukają tam terenów pod zabudowę jednorodzinną.

 

Gmina jest członkiem związku Jeziorak. Jaki był cel jego powołania?

Ochrona najdłuższego jeziora w Polsce, które ma 27 km i aż 16 wysp, oraz terenów wokół niego. Naszym największym sukcesem była budowa statku śmieciarki. Jego zadaniem jest odbiór nieczystości z brzegów oraz wysp Jezioraka. Zbudowaliśmy 27 pomostów stacjonarnych i pływających, przy nich usytuowano zbiorniki na odpady płynne i stałe. W sezonie statek kursuje codziennie i zabiera nieczystości pozostawiane przez żeglarzy i turystów. Gdy zobaczyliśmy, ile tego jest, złapaliśmy się za głowy, przez lata to wszystko trafiało do jeziora. Oczywiście odpady są niesegregowane, mamy podpisaną umowę na ich przetwarzanie z Zakładem Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych w Rudnie, którego jesteśmy współwłaścicielem jako członkowie Związku Gmin Regionu Ostródzko-Iławskiego „Czyste Środowisko”. Budowa statku śmieciarki i infrastruktury niezbędnej do odbioru odpadów kosztowały związek około 7,3 mln zł, znaczącą część pieniędzy pozyskaliśmy z dotacji unijnych.

 

Kto tworzy załogę statku?

To pracownicy zatrudnieni bezpośrednio przez związek gmin Jeziorak. Oczywiście z odpowiednimi uprawnieniami, wśród nich musi być kapitan.

 

Ile wynosi partycypacja finansowa gminy w tym projekcie?

Do tej pory płaciliśmy 90 tys. zł rocznie. W tym roku próbujemy część kosztów przerzucić na osoby, które wytwarzają odpady. Wprowadziliśmy winiety i namawiamy żeglarzy do ich wykupu. Cena jest symboliczna, 50 zł za cały sezon. Związek podpisał porozumienia ze wszystkimi podmiotami, które czarterują łodzie. Winiety można też nabyć w siedzibie związku przy ulicy Sienkiewicza, nad samym jeziorem, gdzie jest możliwość slipowania łodzi i tankowania paliwa. Jest tu kontenerowa stacja paliw zbudowana przez związek, można podpłynąć bezpośrednio do niej. Jesteśmy mile zaskoczeni pozytywną reakcją na naszą inicjatywę. Liczymy, że w tym roku sprzedamy ok. 800 winiet. Jednostek pływających po Jezioraku jest 1500–2000 w sezonie. Dlatego uważamy to za spory sukces.

 

Systemu egzekucji winiet nie ma?

Nie, system prawny takiego rozwiązania nie przewiduje. Może Wody Polskie je wprowadzą, namawiamy je, żeby stworzyły stosowne przepisy. Skoro mieszkańcy mają obowiązek składać deklaracje śmieciowe i ponosić comiesięczne koszty odbioru i zagospodarowania odpadów, to i żeglarze powinni być współodpowiedzialni finansowo za odbiór nieczystości, które powstały podczas ich pobytu.

 

Jak duże znaczenie ma turystyka dla rozwoju gminy?

Jeszcze 20 lat temu byliśmy gminą typowo rolniczą. Dziś z uprawy ziemi utrzymuje się jedna trzecia osób, które kiedyś prowadziły gospodarstwa. Pozostali albo przeszli na emerytury, albo pozostawili sobie niewielkie skrawki gruntów i utrzymują się z innej pracy. Część najęła się do pracy w większych gospodarstwach. A część osób mieszkających w pobliżu jeziora zajęła się obsługą ruchu turystycznego. Otworzyli pensjonaty, wynajmują pokoje turystom, oferują łódki i sprzęt wędkarski, albo po prostu pracują w obiektach hotelowych.

 

Jaki kierunek rozwoju gminy Iława pan zakłada?

Zachodzą u nas duże zmiany społeczne i kulturalne, zmienia się mentalność ludzi, coraz większą wagę przywiązujemy do ekologii i zdrowego stylu życia. Dlatego mocno inwestujemy w rozwój infrastruktury, budowę dróg i ścieżek rowerowych. Poziom wydatków na wszystkie inwestycje jest u nas zawsze dwucyfrowy, raz sięgnął nawet 30 proc. Można by inwestować jeszcze więcej, ale problem w tym, że rząd obciąża samorządy kosztami różnych reform i nakłada nowe zadania bez zapewnienia pełnego finansowania. Wszystko wskazuje, że wiele jednostek będzie zmuszonych nawet wstrzymać niektóre inwestycje. Utrzymanie dotychczasowego tempa rozwoju będzie trudne, bo przecież samorządy nie pozwolą sobie na nadmierne zadłużenie się. Próbuję jednak być optymistą. Dziś nasza gmina liczy blisko 13 tys. mieszkańców, do 2030 roku ich liczba powinna wzrosnąć do 15 tysięcy. Na naszym terenie przygotowanych jest około 4 tys. działek pod zabudowę, liczę więc na napływ nowych mieszkańców. Rynek pracy jest dobry, bezrobocie zniknęło, pracodawcy muszą nawet ratować się ściąganiem robotników z Ukrainy. Dodatkowym atutem jest ogromne bogactwo przyrodnicze gminy, ok. 42 proc. jej powierzchni to lasy, a 8 proc. wody, w tym Jeziorak i ponad 70 innych jezior. Budujemy ofertę dla wszystkich grup wiekowych. Mamy już trzy kluby seniora, a powstaną kolejne, prowadzi je Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej. Oferta spędzania wolnego czasu jest coraz bogatsza, są festyny, koncerty. Moim marzeniem jest budowa basenu przy którejś ze szkół podstawowych. Gmina Iława to dobre miejsce na letni wypoczynek. Jest piękna i gościnna. Zapraszam wszystkich, którzy chcieliby wypocząć, zamieszkać, zainwestować, lub po prostu ją poznać. Wspaniała przyroda, piękne krajobrazy, naturalne i nieskażone środowisko, życzliwi i otwarci ludzie – to niezaprzeczalne atuty naszej małej ojczyzny. Życie toczy się tutaj pozornie tak samo, jak gdzie indziej, ale tylko ten, kto tutaj mieszka albo zawita, wie, że jest to miejsce szczególne, w którym nie sposób się nie zakochać.

Podziel się!
TAGI: dobre praktyki, finanse samorządowe, Gospodarka, gospodarka odpadami, Ochrona środowiska, Wójt,

Aby dodać komentarz, zaloguj się.