Mała szkoła – dlaczego jest droga?

Autor: dr hab. Ryszard Pęczkowski, Uniwersytet Rzeszowski, ryszard@univ.rzeszow.pl / 20.12.2012
MONOGRAFIA 4 1 2012 4

 

Mała szkoła to instytucja, która w niektórych regionach już zaczyna być, a w niedalekiej przyszłości stanie się dominującym elementem struktury sieci szkolnej. To także instytucja, wokół której, zwłaszcza po 1999 roku, narosło wiele stereotypów, niestety, najczęściej negatywnych.

 

Twierdzi się zatem między innymi, że mała szkoła oznacza niski poziom kształcenia, że jest to instytucja, w której zatrudnieni są nauczyciele o niskich kwalifikacjach zawodowych, że infrastruktura dydaktyczna pozostawia wiele do życzenia.

 

Najpoważniejszy zarzut formułowany w stosunku do małych szkół to twierdzenie, że koszty ich funkcjonowania są zdecydowanie wyższe niż w przypadku szkół dużych. Należy więc szkoły małe likwidować, a pozyskane w ten sposób środki kierować do szkół dużych. Trudno jest dyskutować i kwestionować to stanowisko, gdy praktyka dnia codziennego dostarcza wystarczającej ilości faktów potwierdzających ten pogląd.

 

Okazuje się bowiem, że koszt kształcenia jednego ucznia w małej szkole jest zdecydowanie wyższy niż w szkołach dużych i w zależności od regionu różnica ta waha się od 20 do ponad 60 proc. (patrz np.: R. Pęczkowski, „Funkcjonowanie klas łączonych w polskim systemie edukacji”, Rzeszów 2010, s. 91–92). Zatem wnioski o likwidację małej szkoły z przyczyn ekonomicznych wydają się racjonalne i uzasadnione.

 

Jednak to, co z pozoru wydaje się oczywiste i zasadne, takie oczywiste nie jest, gdy dokonamy wnikliwej analizy zagadnienia, której zasadniczym celem jest odpowiedź na podstawowe pytanie:  dlaczego w małych szkołach koszt kształcenia jednego ucznia jest wyższy, czy jest to cecha immanentna małej szkoły, czy też jej przyczyny tkwią zupełnie w innym obszarze? Ze względu na ograniczone możliwości niniejszego tekstu zasygnalizuję tu jedynie problem, który wymaga pogłębionych analiz i poszukiwania dróg jego rozwiązania.

 


Pod pojęciem „mała szkoła” rozumiem szkołę o pełnej lub niepełnej strukturze organizacyjnej, do której uczęszcza nie więcej niż 150 uczniów. Pełna struktura organizacyjna oznacza szkołę, w której funkcjonuje po jednym oddziale klasowym na danym poziomie nauczania oraz realizowany jest ramowy plan nauczania przewidziany dla szkoły podstawowej.

 

W przypadku gimnazjum „mała szkoła” oznacza strukturę, w której funkcjonuje nie więcej niż dwa oddziały klasowe na każdym poziomie nauczania. Szkoła o niepełnej strukturze organizacyjnej – dotyczy wyłącznie szkół podstawowych – to instytucja, w której brak jest co najmniej jednego oddziału klasowego na danym poziomie nauczania oraz realizowany jest ramowy plan nauczania w wymiarze ograniczonym. Minimalna wielkość oddziału klasowego to 8–10 uczniów, natomiast maksymalna 20–25.

(koniec ramki)

 

Zła organizacja

Najogólniej rzecz ujmując, wysokie koszty kształcenia w małych szkołach to nade wszystko efekt niewłaściwego, w moim przekonaniu, sposobu zarządzania tą instytucją. Jednym z podstawowych wskaźników racjonalnego sposobu zarządzania szkołą jest liczba uczniów przypadających na jednego nauczyciela. Liczba ta systematycznie maleje i w roku szkolnym 2009/2010 w skali kraju osiągnęła poziom około 12 uczniów na jednego nauczyciela.

 

Szczegółowa analiza danych daje podstawę do sformułowania następującej tezy: im mniejsza liczba uczniów uczęszczających do szkoły, tym więcej etatów nauczycielskich w niej funkcjonuje. Kilka danych statystycznych. W roku szkolnym 2009/2010 w szkołach liczących do 50 uczniów na jednego nauczyciela przypadało średnio 4 uczniów; w szkołach do 100 – 6 uczniów; do 150 – 9 uczniów; do 300 – 11 uczniów; do 600 – 12 uczniów, a powyżej 600 – 14 uczniów. (Dane te należy traktować jako przybliżone, gdyż baza danych systemu informacji oświatowej publikowana na stronie internetowej resortu jest niepełna.)

 

Szczególnej uwadze polecam szkoły, których zarządzanie, zarówno ze strony organu prowadzącego, jakim jest jednostka samorządu terytorialnego, jak i organów nadzoru pedagogicznego, pozostawia wiele do życzenia, by nie rzec, że ociera się wręcz o granice absurdu.

 


Oto kilka przykładów:

Ü       województwo mazowieckie – szkoła podstawowa – 8 uczniów – 9,25 etatów nauczycielskich (3 pełnozatrudnionych; 5 niepełnozatrudnionych, stosunek o pracę oraz 1,25 niepełnozatrudnionych, w etatach) – 1 nauczyciel – 0,86 ucznia;

Ü       województwo dolnośląskie – szkoła podstawowa – 18 uczniów – 15,25 etatów nauczycielskich (11 pełnozatrudnionych, 3 niepełnozatrudnionych, stosunek o pracę oraz 1,25 niepełnozatrudnionych, w etatach) – 1 nauczyciel – 1,18 ucznia;

Ü       województwo podlaskie – szkoła podstawowa – 15 uczniów – 14,15 etatów nauczycielskich (4 pełnozatrudnionych, 7 niepełnozatrudnionych, stosunek o pracę oraz 3,15 niepełnozatrudnionych, w etatach) – 1 nauczyciel – 1,06 ucznia;

Ü       województwo lubelskie – szkoła podstawowa – 61 uczniów – 41,10 etatów nauczycielskich (34 pełnozatrudnionych, 5 niepełnozatrudnionych, stosunek o pracę oraz 2,10 niepełnozatrudnionych, w etatach) – 1 nauczyciel – 1,48 ucznia (www.men.gov.pl).

 

Nie oznacza to, że wszystkie małe szkoły są pod tym względem źle zarządzane. Można znaleźć dziesiątki przykładów, które stanowić mogą wzór do naśladowania, i to zarówno wśród szkół, których organem prowadzącym jest gmina, jak i szkół prowadzonych przez inne organy, np. stowarzyszenia. Niestety, problem niewłaściwej struktury zatrudnienia dotyka jednak większości małych szkół.

 

Zmniejszająca się liczba uczniów przypadających na jednego nauczyciela to zjawisko, z którego należałoby się cieszyć, gdyby skutkował np. wzrostem efektywności kształcenia. Niestety, takiej zależności stwierdzić wprost nie można. Można natomiast stwierdzić zależność bezpośrednią – wzrost kosztów kształcenia.

 

Subwencja oświatowa

Problem kosztów kształcenia w małych szkołach, poza uwarunkowaniami natury organizacyjnej, w sposób pośredni można odnaleźć w innym obszarze zarządzania edukacją, a mianowicie w sposobie naliczania subwencji oświatowej, a dokładniej rzecz ujmując – uwzględnianie w algorytmie dodatkowych mnożników, tzw. wag. W przypadku małych szkół, których ponad 98 proc. funkcjonuje w środowisku wiejskim, wysokość subwencji oświatowej determinowana jest jednym z podstawowych mnożników, tzw. wagą dla uczniów szkół wiejskich, która ma dominujący wpływ na wysokość tej subwencji.

 

Jak słusznie zauważają autorzy monografii „Finansowanie oświaty w Polsce – diagnoza, dylematy, możliwości”,  przyjęte rozumienie pojęcia „wieś” nie uwzględnia ogromnego zróżnicowania tego środowiska. Zarówno wiejskie gminy funkcjonujące na obrzeżach aglomeracji miejskich, jak i wiejskie gminy peryferyjne funkcjonujące z dala od ośrodków miejskich, gminy o bardzo ograniczonych dochodach własnych, otrzymują dokładnie ten sam mnożnik.

 

Ta sama waga stosowana jest także w przypadku subwencji naliczanej dla szkół funkcjonujących w miastach do pięciu tysięcy mieszkańców. Zatem sposób podziału środków, który w założeniu ma silnie wspierać obszary wiejskie i przyczyniać się do wyrównywania różnic środowiskowych, jest nieefektywny i wymaga zmiany.

 

W moim przekonaniu zmiana ta powinna zmierzać w kierunku wprowadzenia, w przypadku mnożnika zwiększającego wysokość subwencji dla obszarów wiejskich i miast liczących do 5 tysięcy mieszkańców, dodatkowych kryteriów umożliwiających taką dystrybucję środków finansowych, by faktycznie wiejskie gminy o niskich dochodach własnych i bardzo ograniczonych możliwościach dotowania kosztów kształcenia otrzymywały wsparcie finansowe, które zlikwiduje ogromne zróżnicowanie w tym obszarze. Takim rozwiązaniem może być wprowadzenie do algorytmu naliczania subwencji oświatowej dodatkowego kryterium.

 

Mógłby być nim na przykład wskaźnik średnich dochodów przypadających na jednego mieszkańca danej gminy wiejskiej czy też gminy miejskiej liczącej do 5 tysięcy mieszkańców. Wysokość tego dochodu byłaby podstawą do różnicowania wysokości wagi. Dla obszarów wiejskich o niskim średnim dochodzie na mieszkańca byłby on zdecydowanie wyższy niż dla obszaru, gdzie dochód ten jest wysoki. Rozwiązanie to w praktyce oznaczałoby realną pomoc budżetu państwa dla poszczególnych jednostek samorządu terytorialnego, adekwatną do ich potrzeb i możliwości.

 

Zmiana sposobu dystrybucji subwencji oświatowej, a nade wszystko sposobu jej naliczania dla szkół funkcjonujących na obszarach wiejskich, to jedna z możliwych dróg powstrzymania procesu likwidacji małych szkół wiejskich.

 

 

Podziel się!

Aby dodać komentarz, zaloguj się.