Młodzi muszą zacząć decydować w sprawach samorządu

Autor: Andrzej Gniadkowski / 06.05.2019
W samorządach
Nie pamiętamy czasów komuny, posługujemy się co najmniej jednym językiem obcym, wychowywaliśmy się w Europie, w której granice były otwarte. W praktyce musimy zaś realizować pomysły instytucji, w których dominują starsi od nas. Ale my uważamy, że przyszedł czas na młodych – mówi Dawid Litwin, wójt gminy Potęgowo, wiceprezes Stowarzyszenia Młodego Samorządu.

O czym rozmawia grupa młodych samorządowców podczas wieczornego odpoczynku na kongresie w Dusznikach-Zdroju? Będę zgadywał: kanalizacja, oświata, drogi.

Dokładnie tak! To chyba zboczenie zawodowe. Nawet podczas nieformalnych spotkań wykorzystujemy czas, żeby wymienić się doświadczeniami, podpytać, co komuś się udało zrobić i opowiedzieć o swoich problemach. Kanalizacja, woda, chodniki, drogi, oświetlenie to to, co najczęściej pojawia się w rozmowach, bo to problemy najbliższe naszym mieszkańcom. Zastanawiamy się, skąd pozyskać środki, jak zarządzać, czego unikać. Rozmawiamy o takich problemach i nie traktujemy ich jako zawodowych. To właściwie nasze życie. My tym naprawdę żyjemy i nasze spotkania, na przykład podczas kolacji, sprowadzają się rzeczywiście niemal wyłącznie do tematów samorządowych. W dodatku, jak powiedział burmistrz Dusznik-Zdroju Piotr Lewandowski, im później, tym więcej takich tematów do przegadania. Dla kogoś patrzącego z boku to może wydawać się dziwne.

 

Gmina Potęgowo leży na Pomorzu, ale trochę poza głównym szlakiem. Przynajmniej turystycznym.

Rzeczywiście. Do linii brzegowej mamy 35 kilometrów i jesteśmy w sumie gminą rolniczą, ale jednocześnie bogatą w przemysł i działalność gospodarczą. Przecina nas na pół droga krajowa numer 6 łącząca Szczecin z Gdańskiem i linia kolejowa, co jest naszym atutem.

 

Jaka działalność gospodarcza dominuje?

Po tym, jak zdecydowano o zamknięciu PGR-ów, ludzie nagle musieli poradzić sobie w zupełnie innej rzeczywistości. Obecnie oprócz setek jednoosobowych działalności mamy spore przedsiębiorstwa z kapitałem szwedzkim, norweskim i oczywiście polskim. Mamy największego w Polsce hodowcę pstrąga, który zatrudnia na stałe około 80 osób plus 120 w sezonie, mamy stolarnię z kapitałem szwedzkim produkującą meble, piekarnie, firmy budowlane, transportowe, biogazownie. To bardzo duże zakłady pracy. Nie ma u nas problemów ze znalezieniem pracy, ale po wyborze na wójta zastanawiałem się, w jaki sposób można by przyciągnąć ludzi z zewnątrz, którzy chcieliby zainwestować, osiedlić się, ale też odwiedzać naszą gminę turystycznie w drodze na przykład nad morze. Udało mi się wypromować wiele atrakcji, które do tej pory nie zawsze były zauważane. Mamy stadninę koni i naukę jeździectwa, wymagającą rzekę dla kajakarzy, a także – co promujemy od niedawna – grobowce megalityczne sprzed 5,5 tys. lat. Czyli starsze niż piramidy w Egipcie.

 

To niedawne odkrycie?

Badania archeologiczne były robione w latach 70., ale dopiero kiedy zostałem wybrany na wójta mocniej zainteresowałem się tymi „głazami”. Nawet mieszkańcy nie wiedzieli o grobowcach. Dla laika to kilka kamieni w lesie. W dodatku w niezbyt często odwiedzanej, przynajmniej do tej pory, okolicy. Mnie to jednak zainteresowało, podobnie jak dyrektora pobliskiej szkoły. Z jego inicjatywy zostało powołane stowarzyszenie zajmujące się archeologią i megalitami, a do szkoły wprowadziliśmy zajęcia z archeologii. Ich koszt jest oczywiście pokrywany z pieniędzy gminy. Chodzi nam o popularyzację tematu. Zorganizowaliśmy konferencję naukową, która przyciągnęła prawie 200 naukowców. Jak się okazało, nasze grobowce są największym tego typu miejscem w Europie i chciałbym, żeby zostały uwzględnione w europejskim szlaku megalitów. Staramy się o to od jakiegoś czasu. Wydaliśmy przewodnik o megalitach, a zainteresowanie nimi jest spore.

 

Co jeszcze robicie, żeby zatrzymać turystów, albo przyciągnąć nowych?

Staramy się wykorzystać tereny górskie. Brzmi to dziwnie, ale w naszej gminie są zalesione wzniesienia, które wykorzystujemy do organizacji biegów na orientację, a także zawodów rowerowych MTB. Ostatnie zawody przyciągnęły ok. 200 zawodników z różnych miast, od Szczecina i Poznania po Gdańsk. Bardzo mnie cieszą podobne inicjatywy, wcześniej ich nam brakowało. Mało ludzi interesowało się tym, co mamy ważnego i pięknego w gminie. Większość mieszkańców była trochę zamknięta w kręgu swoich spraw i problemów.

 

Ilu jest mieszkańców, jaki jest budżet gminy i jakie możliwości inwestycyjne?

Na terenie gminy mieszka ok. 7 tys. ludzi. Są 32 miejscowości i 28 sołectw. Budżet – 38 mln zł w tamtym roku, a inwestycje wykonaliśmy za ok. 9 mln zł. To oczywiście było możliwe dzięki dobrej współpracy z radą gminy, ale przede wszystkim dzięki pracy moich współpracowników, na początku przy pozyskaniu środków zewnętrznych, w tym unijnych, później przy realizacji zadań. Dzięki temu możliwy jest szybki rozwój, a także promocja turystyki. W najbliższych latach chciałbym postawić na ekologię. Ekogmina, gmina niezależna energetycznie, to moja wizja.

 

 

Po tegorocznym kongresie do stowarzyszenia zapisało się niemal 40 osób, ale potencjał jest ogromny, bo nie ograniczamy się do wójtów, burmistrzów i prezydentów. Zapraszamy też radnych. Młodych radnych jest w Polsce blisko 6000, chcemy do nich wszystkich dotrzeć. Myślę, że niedługo staniemy się siłą, która będzie słyszalna.

 

 

Co to konkretnie oznacza?

Będziemy wykorzystywać odnawialne źródła energii – wiatraki oraz panele fotowoltaiczne. Te drugie zamontowaliśmy na wszystkich budynkach użyteczności publicznej, żeby zmniejszyć emisję zanieczyszczeń, ale też żeby zaoszczędzić na opłatach za energię. W naszej gminie mocno wieje, więc jest duże zainteresowanie przedsiębiorców wiatrakami. W tej chwili mamy 10 wiatraków, ale starosta wydał pozwolenie na budowę kolejnych 60. W ostatnich kilku latach było trochę zamieszania w tej branży, m.in. z podatkami, ale w tym roku wchodzi do nas firma i chce budować 20 wiatraków. Da nam to ok. 1,6 mln zł dodatkowego podatku.

 

Sporo pieniędzy, ale i sporo wiatraków. Ludziom one nie przeszkadzają?

Inwestycja jest już akceptowalna społecznie. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że dzięki temu będziemy się szybciej rozwijać. Podobnie jak dzięki innej ekologicznej inwestycji. Idąc w kierunku gminy ekologicznej, realizujemy z przedsiębiorcą prywatnym pierwsze tego typu przedsięwzięcie w Polsce. Chodzi o współpracę z prywatną biogazownią, która nastawiona jest na produkcję prądu, ale ponieważ przy produkcji wytwarzane jest też ciepło, to my wykorzystamy je do ogrzewania mieszkań w spółdzielniach i wspólnot mieszkaniowych oraz budynków użyteczności publicznej. Docelowo gospodarstwa indywidualne również będą mogły być zasilane z ekologicznej sieci ciepłowniczej. Planujemy już w tym roku wyłączyć kotłownię węglową. Zmodernizowaliśmy sieć ciepłowniczą, dzięki czemu od przyszłego roku mieszkaniec zapłaci zgodnie z naszymi wyliczeniami o 27 proc. mniej za ciepłą wodę i ogrzewanie.

 

Jakie jest paliwo biogazowni?

Podstawą jest kukurydza i odpady z produkcji rolno-spożywczej, m.in. z produkcji frytek, sałatek, resztki kebabów itd.

 

Nie przeszkadza to mieszkańcom?

Na szczęście odór wydostaje się z biogazowni tylko kilka dni w roku. Właściwie przez 5 do 10 dni, kiedy wywożony jest poferment, czyli pozostałości po procesie produkcji i spalania biogazu. Poferment trafia na pola i zanim rolnicy je zaorzą, to niestety pachnie. To oczywiście nawóz i jak wynika z rozmów, które odbyłem z rolnikami, daje bardzo dobre wyniki. Ponieważ wszyscy zdają sobie sprawę z zapachów, rolnicy sami starają się rozwiązać problem jak najszybciej. Wiedzą, że jeżeli nie zaoraliby pola w odpowiednim czasie, to wzbudziliby niechęć i protesty sąsiadów. Ale umówmy się: na wsi na pola zawsze był wywożony jakiś nawóz i nie zawsze ładnie to pachniało. A generalnie w naszej gminie powietrze jest bardzo dobre.

 

Wróćmy do wieczornych rozmów. Powołaliście stowarzyszenie młodych samorządowców, w którym będzie pan pełnił funkcję wiceprezesa. Skąd pomysł na taką inicjatywę?

Zacznijmy od burmistrza Piotra Lewandowskiego, który po wygranych wyborach w 2014 roku zaczął się zastanawiać, ilu jest takich jak on – młodych wójtów, burmistrzów, prezydentów, do 35. roku życia. Policzył i okazało się, że około 180. W porównaniu z rokiem 2010, kiedy takich osób było tylko 40, to ogromna zmiana. Świadczyło to, że ludzie chcą zmiany i zaryzykowali, stawiając na młodych. Wtedy burmistrz Dusznik-Zdroju wymyślił Kongres Młodego Samorządu. Za pierwszym razem spotkało się 100 samorządowców i w sumie przez trzy lata, na kolejnych dorocznych edycjach, rozmawialiśmy o tym, że fajnie byłoby się sformalizować i że chcielibyśmy być instytucją, która zabiera głos w ważnych sprawach przed rządem, parlamentem i w mediach. W tym roku siedmiu włodarzy spotkało się w Zakroczymiu i tam powstało Stowarzyszenie Młodego Samorządu. Prezesem został burmistrz Ustrzyk Dolnych Bartosz Romowicz. Członkami mogą być wójtowie, burmistrzowie i prezydenci oraz radni, którzy po raz pierwszy objęli mandat przed 36. rokiem życia, z zastrzeżeniem, że w dniu złożenia deklaracji przystąpienia do stowarzyszenia nie ukończyli 40 lat.

 

Jakie są cele stowarzyszenia?

Najważniejsza jest wymiana doświadczeń i poglądów, a także edukowanie młodych ludzi i przybliżanie im idei samorządności. Będziemy pokazywać, że warto podejmować wyzwania. Sami możemy być inspiracją dla tych, którzy dopiero do samorządu wchodzą. Stworzymy platformę wymiany doświadczeń. Będziemy reprezentować interesy naszych mieszkańców na forum publicznym. Wyróżnia nas to, że nie pamiętamy czasów komuny, posługujemy się co najmniej jednym językiem obcym, wychowywaliśmy się już zazwyczaj w Europie, w której granice były otwarte. Dzisiaj musimy realizować w praktyce pomysły instytucji, gdzie niestety dominują starsi od nas. A my uważamy, że to czas na młodych.

 

Ale jest już wiele stowarzyszeń samorządowych, które mają za zadanie wspierać idee samorządności i recenzować działania Sejmu i rządu. Po co kolejne? Czy czujecie się tam niepotrzebni?

Jest Związek Gmin Pomorskich, Związek Gmin Wiejskich, Związek Miast Polskich czy Związek Powiatów Polskich, ale one działają w innej formule. Nie ma związku, który by zrzeszał młodych samorządowców. Już po tegorocznym kongresie do stowarzyszenia zapisało się niemal 40 osób, ale potencjał jest ogromny, bo nie ograniczamy się do wójtów, burmistrzów i prezydentów. Zapraszamy też radnych. Młodych radnych jest w Polsce blisko 6000 i chcemy do nich wszystkich dotrzeć. Myślę, że niedługo staniemy się siłą, która będzie słyszalna.

 

Wypracowaliście już jakieś postulaty?

Jeśli pyta pan,  czy mamy jakieś nastawienie partyjne, to nie, nie opowiadamy się za żadną partią. W zarządzie są ludzie z wielu różnych partii i bezpartyjni. Ale jeśli pytanie dotyczy tego, czy nasza działalność będzie polityczna, to tak. Uważam, że każda decyzja związana z wydatkowaniem środków budżetowych jest polityczna, ale nie musi być decyzją partyjną. Będziemy daleko od tego, żeby działać w ramach określonych zadań jakiejś partii, ale będziemy się wypowiadać w sprawach ważnych dla funkcjonowania samorządów.

 

To pewnie ciężko wam będzie wypracować jednolite stanowiska.

Głównym tematem od jakiegoś czasu jest oświata. Mamy wiele opinii na ten temat, ale chcielibyśmy nie tylko krytykować, ale też pokazywać możliwe rozwiązania, najlepiej systemowe, dobre praktyki samorządowe. Jeżeli coś należy skrytykować, to w oparciu o doświadczenia ludzi, którzy wdrażają regulacje. Myślę, że wkrótce będziemy takie pomysły przedstawiać. Stowarzyszenie ma być poważnym partnerem do dialogu. Wspólne działanie daje zawsze więcej korzyści i możliwości odpowiedzialnej, pełnej zaangażowania i pracy na rzecz lokalnych społeczności.

Podziel się!

Aby dodać komentarz, zaloguj się.