Musimy stworzyć fundusz spójności dla słabszych gmin

Autor: Sławomir Bukowski / 04.10.2017
W samorządach
Rozmowa z Kazimierzem Karolczakiem, nowo powołanym przewodniczącym zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.

Pewnie telefony z gratulacjami nie milkną....

To prawda, minął dopiero tydzień mojego urzędowania.

 

Czego prezydenci i burmistrzowie śląskich miast panu życzą?

Z metropolią wiążą bardzo duże nadzieje, życzą mi, żeby się one spełniły.

 

Metropolia to nie tylko Katowice, Zabrze, Sosnowiec, ale też rządzony przez wójta malutki Rudziniec...

Naszą najmniejszą gminą jest Kobiór...

 

...Sośnicowice, Imielin. Leżą na peryferiach metropolii. Jakie są potrzeby ich wójtów i burmistrzów?

Wszyscy żyjemy w symbiozie. Cała metropolia to tak naprawdę jedno wielkie miasto podzielone na dzielnice, granice między nimi są w wielu miejscach czysto administracyjne, nie wszyscy mieszkańcy wiedzą, gdzie dokładnie przebiegają. Ludzie z małych gmin dojeżdżają do pracy do miast. Żeby się rozwijać i duże samorządy, i małe potrzebują inwestycji. Chcielibyśmy w ramach metropolii stworzyć coś na kształt funduszu spójności, aby pomagać małym jednostkom inwestować w projekty zgodne z oczekiwaniami mieszkańców.

 

Chodzi o infrastrukturę?

Przede wszystkim infrastrukturę i środki transportu, ale i np. uzbrojenie terenów zamieszkanych i przeznaczonych pod budownictwo, żeby wyrównywać jakość życia w obrębie całej metropolii. Już dziś prezydenci niektórych dużych miast, na przykład Tychów, chcieliby współpracować w tym zakresie z sąsiadami, biedniejszymi gminami, ale ustawa samorządowa uniemożliwiała niektóre działania. Teraz to się zmieni. Metropolia pozwoli realizować projekty na rzecz polityki spójności.

 

Paweł Silbert, prezydent Jaworzna, w wywiadzie dla „Wspólnoty” kilka miesięcy temu powiedział, że naturą metropolii jest ciążenie do centrum, że gminy na peryferiach nie mają szans na przyspieszenie rozwoju, przeciwnie: zostaną z nich wyssane pieniądze. To był jeden z powodów braku zgody Jaworzna na wejście do metropolii.

Takie obawy wyrażają też inni włodarze, wiem o tym. Fundusz spójności to szansa na zrównoważony rozwój. Całą politykę zarządzania metropolią musimy też oprzeć na zasadach sprawiedliwego podziału kosztów. Samorządowcy zgłaszają nam na przykład problem związany z pokrywaniem kosztów komunikacji miejskiej. Dziś jest tak, że przez teren małej gminy przejeżdża autobus, wsiada tylko kilku pasażerów, a pojazd zapełnia się dopiero w mieście. Małej gminie wystarczyłby bus, ale musi płacić za duży pojazd. Może trzeba zróżnicować wysokość składek na komunikację płaconych przez najmniejsze jednostki?

 

Zadaniem metropolii jest organizacja transportu zbiorowego na jej terenie. Czy to oznacza, że gminy przestaną się zrzucać na komunikację?

Absolutnie nie. One płacą składki związkom komunalnym i ta zasada, czyli finansowanie komunikacji, się nie zmieni. Fundusze metropolitalne to fundusze dodatkowe, mają nam pomóc w rozwoju, a nie zastępować składki gmin.

 

Dziś największym organizatorem komunikacji na terenie metropolii jest KZK GOP. Jaka jest jego przyszłość?

Przed nami poważna dyskusja na temat tego, kto powinien być organizatorem komunikacji. Moim zdaniem trzeba zintegrować trzy działające na naszym terenie podmioty: MZK Tychy – to miasto nie przystąpiło do KZK GOP i samo organizuje sobie transport; MZK Tarnowskie Góry – odrębny związek gmin, który ściśle współpracuje z KZK GOP; no i sam KZK GOP. Potrzebna jest jedna jednostka.

 

Czyli jednak likwidacja KZK GOP?

W obecnej formule prawnej regulującej działanie metropolii wszystkie trzy podmioty powinny przestać istnieć, nie da się ich połączyć.

 

Ale to nie będzie likwidacja fizyczna, tylko budowa nowej struktury?

Majątek KZK GOP należy do gmin będących członkami związku. Ustawa dopuszcza przekazanie majątku związkowi metropolitalnemu i ten mechanizm pewnie zostanie tutaj wykorzystany.

 

Jednym z pierwszych zadań metropolii jest ujednolicenie taryfy biletowej. A co z Kolejami Śląskimi, które podlegają nie gminom, ale marszałkowi województwa?

Musimy rozróżnić pojęcia organizatora transportu od wykonawcy usługi. Organizator planuje trasy, sprzedaje bilety, płaci podmiotom publicznym i prywatnym za przewozy. Metropolia, jako organizator, może zlecić przewozy kolejowe i nazwać je metropolitalnymi. Nie widzę sensu powoływania naszej spółki kolejowej, z odrębnym zarządem i radą nadzorczą. Lepiej usługę takiego transportu zamówić, choćby w Kolejach Śląskich. Specjalnie obrandowane pociągi mogłyby kursować w ramach naszej taryfy biletowej.

 

A pomysł budowy kolei metropolitalnej, kursującej po wydzielonych torach od Będzina do Katowic?

Plany są od wielu lat, ale od spółki PKP PLK jakiś czas temu usłyszeliśmy, że z powodu braku unijnego dofinansowania rezygnuje z budowy drugiej pary torów dla ruchu lokalnego na tym odcinku. Jednak rozmowy trwają i my, jako metropolia, będziemy je prowadzić. Linia kolejowa łącząca Zagłębie ze Śląskiem jest mocno obciążona, kursują tamtędy pociągi dalekobieżne, także pendolino, towarowe, osobowe w barwach Kolei Śląskich. Tych ostatnich jest za mało, ale zwiększenie częstotliwości kursów nie wchodzi w grę z uwagi na wykorzystaną przepustowość linii. Powinny zostać zbudowane tory dla szybkich pociągów lokalnych, finansowanych właśnie przez metropolię.

 

Czyli polityka transportowa oparta zostanie również na rozwoju kolei?

Autobusy i tramwaje to za mało. W całej Europie sprawdza się budowa zintegrowanych węzłów przesiadkowych. Małe busy dowożą pasażerów na pętlę tramwajową na peryferiach dużego miasta, a autobusy do dworców kolejowych. Nie uruchamia się linii autobusowych z jednego krańca metropolii na drugi, bo podróż trwałaby nawet dwie godziny, a pasażera można dowieźć znacznie szybciej stosując mieszane formy transportu. Linia kolejowa od Dąbrowy Górniczej, przez Katowice, do Gliwic, to kręgosłup metropolii śląskiej. Ale kolej to nie wszystko. Trzeba przemyśleć trasy linii autobusowych. W ostatnich dwudziestu latach wiele zakładów przemysłowych przestało istnieć, rozwijają się nowe osiedla, których mieszkańcy oczekują polepszenia oferty komunikacyjnej. Zmiany układu tras nie zawsze nadążały, tym bardziej że z perspektywy pojedynczych miast nie wszystko widać. Chcemy całą komunikację na nowo przemyśleć.

 

W tej chwili na terenie metropolii komunikację organizują trzy podmioty, ale usługi przewozowe wykonuje w sumie kilkadziesiąt firm, także prywatnych. Czy ta liczba zostanie ograniczona?

Za wcześnie na takie deklaracje. Na pewno chcemy mieć jednolite wymagania i zbudować narzędzia do ich egzekwowania. Ile podmiotów będzie świadczyć usługi – jeszcze nie wiem, to wymaga analizy. Pamiętajmy, że oprócz prywatnych firm autobusowych działają też spółki komunalne, które w ostatnich latach dokonały potężnych inwestycji w zakup taboru. To tutaj możemy szukać standardów jakości. Ale do zrobienia jest więcej. Musimy namówić gminy do ujednolicenia zasad planowania ruchu na drogach, do instalowania i integracji systemów priorytetowania autobusów i tramwajów, do budowy centrów przesiadkowych.

 

Arkadiusz Chęciński, prezydent Sosnowca, w artykule we „Wspólnocie” poświęconym przygotowaniom do utworzenia metropolii pisał o rywalizacji miast, które ze sobą walczą zamiast współpracować. Prezydent Jaworzna Paweł Silbert powiedział z kolei, że gdyby pozbył się części kompetencji planistycznych na rzecz metropolii, to straciłby możliwość pozyskiwania inwestorów, bo ktoś centralnie, w Katowicach, będzie decydował o lokowaniu biznesu.

Nie dojdzie do takiej sytuacji, że ktoś wskazuje inwestorowi konkretne miasto. Ale pamiętajmy, że każda gmina wchodząca w skład metropolii ma inną specyfikę i gdyby inwestor miał spotykać się z czterdziestoma samorządami, aby znaleźć dla siebie optymalne warunki, to pojedzie do Wrocławia czy Krakowa. Metropolia jest od tego, by wskazać mu najlepszą lokalizację. Jeżeli się okaże, że kilka miejsc spełnia wymagania, to dostanie kilka propozycji i końcowe negocjacje przejmą zainteresowane gminy.

 

I będą się licytować między sobą?

Oczywiście, ten element pozostanie. Nasza rola jest inna. Zbudujemy zespół obsługujący inwestorów na najwyższym światowym poziomie. Mający wiedzę, kompetencje, współpracujący z największymi agencjami nieruchomości i kancelariami prawnymi, który będzie w stanie rozmawiać z dużymi podmiotami z całego świata i w zasobach całej metropolii szukać najlepszych propozycji.

 

Czyli możemy uspokoić samorządowców, że nie będzie władczego wskazywania inwestorom miejsc?

W zarządzie metropolii zasiada przedstawiciel każdego subregionu. Zadaniem zarządu jest utrzymywanie równego dystansu do wszystkich gmin. Gdyby kiedykolwiek ktoś nabrał podejrzeń, że jakaś gmina jest traktowana nierówno, oznaczałoby to dla nas porażkę. Stracilibyśmy wiarygodność i projekt metropolii stanąłby pod znakiem zapytania.

 

Złośliwi mówią, że do metropolii będzie można dołączyć, ale ustawa nie przewiduje wyjścia z niej, dlatego każdy członek musi pewne rozstrzygnięcia, nawet jeśli uzna je za niesprawiedliwe, zaakceptować.

Musimy nauczyć się współpracy i pójścia czasem na kompromis. Tu wynik jest zerojedynkowy: albo projekt metropolii się powiedzie, albo nie. Wszystko w naszych rękach. My, jako zarząd, musimy mieć w rękach pewne mechanizmy stabilizacyjne. Problemów do rozwiązania jest naprawdę wiele, one narastały przez lata i byliśmy ich świadomi.

 

Jakie na przykład, oprócz komunikacji?

Chociażby kwestia utrzymania dróg ponadlokalnych. Jadąc zimą Drogową Trasą Średnicową widać, kiedy mija się granice poszczególnych miast. W każdym są inne standardy odśnieżania. Ale są ważniejsze sprawy. Martwi mnie, że miasta tworzące metropolię nie generują potencjału konkurencyjnego. Mamy ponad dwa miliony mieszkańców, ale na mapach biznesowych widniejemy jako zestaw kropek. Nawet Katowice, nasza stolica z 300 tys. mieszkańców, muszą tłumaczyć inwestorom ze świata, że nie są samotną wyspą, ale graniczą z kilkoma miastami gwarantującymi rynek pracy.

 

Inwestorzy są świadomi, znają mapy i potencjał europejskich regionów.

Do Polski przyjeżdża coraz więcej przedstawicieli wielkiego biznesu z innych kontynentów. I tu przegrywamy konkurencję z Wrocławiem, Krakowem, Poznaniem, bo one mają potencjał skumulowany w jednym miejscu, widoczny i jednoznaczny. Jeśli taki przedstawiciel ma zaplanowane spotkanie z władzami Gliwic, potem Sosnowca, Katowic, a wreszcie Warszawy i Poznania, to my startujemy z gorszej pozycji negocjacyjnej. Kiedy byłem w zarządzie województwa śląskiego, na spotkaniach z inwestorami pokazywaliśmy nocną mapę Polski. Tu świeci Warszawa, tu my, czyli Śląsk, i w zasadzie nic więcej nie ma. Właśnie tak musimy się prezentować, żeby zrobić pierwsze wrażenie. Planując rozwój metropolii w perspektywie 20 lat trzeba też ustalić, jaką przewagę konkurencyjną zacząć budować, jaką strukturę ma mieć środowisko akademickie i naukowe, jak wpływać na rozwój innowacji. Potencjał mamy duży, ale w kraju jesteśmy w połowie stawki, a chcemy być na podium.

 

Jakość wyższych uczelni wymaga poprawy?

Nawet nie o jakość chodzi. Historia naszego regionu zasadza się na rozwoju przemysłu opartego na górnictwie, hutnictwie, cała sfera badawczo-rozwojowa i naukowa pracowała na rzecz tej gałęzi gospodarki. Dziś trzeba postawić na rozwój innowacji opartych na wiedzy i nowoczesnych technologiach, na kapitał ludzki. Z tym wiąże się konieczność dokonania przeglądu kierunków studiów, wprowadzenia nowych dyscyplin. Nasze uczelnie plasują się wysoko w krajowych rankingach, ale wielu młodych ludzi traktuje je jako mniej atrakcyjne w porównaniu z krakowską AGH, Politechniką Warszawską czy Uniwersytetem Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wyjeżdżają na studia i już nie wracają. To jedna z przyczyn depopulacji regionu.

 

Może trzeba zacząć od lepszej promocji śląskich uczelni?

Młodzi oceniają nie tylko atrakcyjność szkolnictwa, ale patrzą na szeroko rozumiany komfort życia. Tutaj też przegrywamy w ich oczach z Krakowem czy Warszawą. Moim zdaniem niesłusznie.

 

O przepraszam, centra  śląskich miast tętnią życiem, macie tereny rekreacyjne, muzea, koncerty...

Na przebudowanym Stadionie Śląskim jakość muzyki będzie lepsza niż na jakimkolwiek innym stadionie w Polsce...

 

...w przeciwieństwie do fatalnej akustyki na Narodowym w Warszawie. Więc może nie jakość życia jest powodem tej ucieczki?

To prawda, że ona wzrasta, ale to samo dzieje się w innych ośrodkach w Polsce. My ciągle jesteśmy w pół drogi. Co z tego, że mamy w Katowicach ulicę Mariacką, najbardziej imprezową ulicę w Polsce, skoro mieszkańcy Rudy Śląskiej nie będą tu przyjeżdżać, bo po wieczornej zabawie nie mają jak wrócić do domów. Musimy w ramach metropolii budować klimat miast przyjaznych młodym ludziom, którzy są odważni, mobilni, nie boją się zmieniać miejsca zamieszkania, wiedzą, czego w życiu chcą. Przekaz, że Śląsk i Zagłębie to fajne miejsca do życia, musi być znacznie silniejszy.

 

Jaki będzie przyszłoroczny budżet metropolii?

Około 300 mln złotych plus składki zmienne pochodzące z zadań przekazywanych nam przez gminy. Po integracji komunikacji składki płacone na nią przez gminy – tylko do budżetu KZK GOP wpływa około 600 mln zł – trafią do nas i nasz budżet wzrośnie do około miliarda.

 

Najważniejsze pozycje wydatkowe na przyszły rok?

Przede wszystkim działania na rzecz integracji transportu, stworzenia i uruchomienia wspólnej taryfy biletowej. To najważniejszy krótkoterminowy cel.

 

A potrzeby kadrowe?

Budujemy urząd metropolii, a on rządzi się swoimi prawami. Musimy zatrudnić osoby od bezpieczeństwa informacji, obsługi zarządu, zgromadzeń, dyrektorów departamentów merytorycznych, zwłaszcza od transportu publicznego, rozwoju społecznego, planowania przestrzennego. Właśnie pracujemy nad podziałem kompetencyjnym.

 

Za rok wybory samorządowe. Wkrótce zacznie rozkręcać się kampania wyborcza. Nie obawia się pan prób wciągania w nią, presji na składanie obietnic dla poszczególnych miast?

Liczę na mądrość samorządowców. My jesteśmy od tego, by pomagać rozwiązywać ich problemy, co nie znaczy, że każdy może przemycić u nas korzystne dla siebie rozwiązania. Zresztą w przyszłym roku nie można jeszcze oczekiwać od metropolii wdrożenia rewolucyjnych rozwiązań. Musimy przygotować studia, analizy, ekspertyzy, stworzyć strategię rozwoju. To praca niewidoczna, ale konieczna.

 

Stanowisko przewodniczącego zarządu metropolii nie jest kadencyjne.

Nie jest. Mogę zostać odwołany na każdej sesji.

 

To nie jest błąd w ustawie?

Zapewne kadencyjność dałaby mi większy komfort, ale przecież wszystkie ważne decyzje muszą zyskać aprobatę zgromadzenia metropolii, a przy głosowaniu obowiązuje zasada podwójnej większości. Traktuję moje stanowisko jako menedżerskie, choć cała reszta jest typowo samorządowa.

Podziel się!
TAGI: dobre praktyki, finanse samorządowe, Gospodarka, komunikacja miejska, polityka miejska, Prezydent miasta, projekt, transport,

Aby dodać komentarz, zaloguj się.