Potrzebna jest debata o roli radnych w samorządzie

Autor: Janusz Król / 19.08.2019
W samorządach
Prezydenci mają dziś takie uprawnienia, że w praktyce mogliby obejść się bez radnych. W Katowicach, gdzie współpraca władzy uchwałodawczej i wykonawczej oparta jest na zaufaniu i wspólnocie celów, takie rozwiązanie ustrojowe funkcjonuje dobrze, ale nie wszędzie odbywa się to z korzyścią dla miasta – mówi Maciej Biskupski, przewodniczący Rady Miasta Katowice.

W tym roku po raz pierwszy rada debatowała z udziałem mieszkańców nad raportem o stanie miasta. Jakie zainteresowanie katowiczan wzbudziła ta nowa instytucja?

Patrząc na liczbę osób biorących udział w debacie – było ich jedenaście – raczej niewielkie. Ale to, że prawo umożliwia mieszkańcom udział w debacie nad stanem miasta, jest dobrym rozwiązaniem, choć i wcześniej mieli oni taką możliwość. Ich głos, choć czasem krytyczny, wywołał konstruktywną dyskusję, w której uczestniczył Marcin Krupa. Prezydent ustosunkował się do wszystkich głosów i z pewnością podejmie zgłoszone tematy. Oczywiście, w dyskusji wzięli też udział radni i – co było miłe dla prezydenta – w rezultacie za udzieleniem mu wotum zaufania zagłosowali członkowie wszystkich klubów, choć nie wszyscy radni.

 

Prezydent Krupa otrzymał wotum zaufania i absolutorium, nie miał z tym kłopotów, ale w innych gminach było różnie. Jak pan ocenia nowe instytucje – raport o stanie gminy, publiczną debatę i głosowanie nad wotum zaufania?

Jak rozumiem, intencją ustawodawcy było zwiększenie partycypacji mieszkańców w kreowaniu samorządowej rzeczywistości. W Katowicach większość zapisanych w nowelizacji rozwiązań wprowadziliśmy już wcześniej, zmiana prawa miała dla nas wyłącznie techniczne znaczenie. Organizowaliśmy debaty nad sprawozdaniem z realizacji strategii i polityk miejskich, miały one podobną formę do dzisiejszej, choć sprawozdanie nie nazywało się raportem o stanie miasta. Od pewnego czasu transmitujemy sesje w sieci, jako jedno z pierwszych miast w Polsce wprowadziliśmy Budżet Obywatelski. Niemniej jednak w debacie nad raportem mieszkańcy wzięli udział, co oznacza, że zmiana prawa w pewnym sensie pobudziła ich aktywność.

 

Zgodnie z przepisami nowelizacji ustawy o samorządzie gminnym (art. 18b) rady gmin musiały powołać nową stałą komisję: skarg, wniosków i petycji. Czy i w jakim stopniu pomaga ona rozpatrywać skargi?

Wszystkie kompetencje, które komisja skarg, wniosków i petycji otrzymała ustawowo, dotychczas były realizowane przez komisję rewizyjną. Jak wiadomo, ma ona także uprawnienia kontrolne i te przy niej pozostały. Nowa komisja wzięła na siebie jedynie sprawy skargowe i petycje. W moim odczuciu ta zmiana prawa nie wniosła nic nowego, poza rozdzieleniem kompetencji.

 

Czyli nowelizacja w tym punkcie to działanie pozorne?

Na pewno nie jest to zmiana istotna dla działania rady miasta, bo przecież i tak skargi rozpatruje ona. Komisja skarg, wniosków i petycji jedynie analizuje problemy podnoszone w skargach czy petycjach i przygotowuje opinie albo propozycję stanowisk dla rady. Nasza komisja rewizyjna do tej pory radziła sobie z tym zadaniem bardzo dobrze.

 

Na mocy art. 21a przewodniczący rady uzyskał prawo wydawania poleceń służbowych oraz uprawnienia zwierzchnika służbowego w stosunku do pracowników urzędu. Czy pomogło panu to uprawnienie?

Funkcję przewodniczącego pełnię dopiero od początku tej kadencji, więc zbieram doświadczenia, ale już wiem, że przepis niewiele zmienił. Praca naszego biura rady i moja oparte są na zdrowych zasadach dobrej i merytorycznej współpracy. Ta zmiana to tylko dopisanie przewodniczącemu uprawnień, które i tak były wykonywane w sposób niesformalizowany, mimo że pracodawcą dla urzędników był i nadal pozostaje prezydent.

 

Wydaje mi się, że w obecnym ustroju mamy do czynienia z dużą dysproporcją sił pomiędzy władzą wykonawczą, którą sprawuje wybierany w bezpośrednich wyborach, a więc z silnym mandatem, prezydent, a radą, która jest organem stanowiącym…

Absolutnie się z panem zgadzam

 

…i odnoszę wrażenie, że zmiany przepisów mają jedynie obetrzeć radnym łzy z twarzy.

Postawię kontrowersyjną tezę, że w obecnym stanie prawnym pozycja radnych bywa sprowadzana do roli lobbystów. Uważam, że powinna się odbyć poważna debata na temat roli i uprawnień rad miast. Dzisiaj prezydenci mają takie uprawnienia, że w praktyce mogliby się obejść bez radnych. W Katowicach, gdzie współpraca radnych i prezydenta oparta jest na zaufaniu i wspólnocie celów, takie rozwiązanie ustrojowe funkcjonuje dobrze, ale nie wszędzie odbywa się to z korzyścią dla miasta.

 

W ostatnim czasie w Polsce toczy się gorący spór polityczny, w wielu miastach odbija się on na funkcjonowaniu samorządności. Jak kształtują się relacje między stronnictwami w Radzie Miasta Katowice?

Od czasu prezydentury Piotra Uszoka, którą zresztą kontynuuje Marcin Krupa, wiodącą rolę w radzie odgrywa lokalny komitet Forum Samorządowe. Gromadzi on ludzi, którzy ambicje polityczne i społeczne ograniczają do spraw ważnych dla Katowic. Dzięki temu w centrum rady jest ugrupowanie mające zdolność współpracy z każdym, kto chce działać dla dobra miasta. Katowickie Forum Samorządowe współpracowało z Platformą Obywatelską, dziś współpracuje z PiS-em, ale przecież nie wykluczamy radnych z PO. Dzięki temu udaje nam się uniknąć silnego sporu politycznego, co zdarza się w innych miastach. To nie oznacza, że u nas sporów brak. Owszem, spieramy się, ale to dobrze, bo uważam, że silna i konstruktywna opozycja jest potrzebna miastu i mieszkańcom. Bez wątpienia największą wartością samorządu są bezpartyjni samorządowcy, którzy dzięki jasno zdefiniowanym celom związanym z rozwojem swojego miasta, mogą współpracować z każdą partią polityczną, jeżeli tylko te są taką współpracą zainteresowane. Katowice są tego najlepszym przykładem.

 

Katowice to miasto w trakcie przemian, przechodzicie drogę od dominacji przemysłu ciężkiego do przemysłów kreatywnych, kultury. Ale ludzie z hut i kopalń pozostają mieszkańcami Katowic. Na ile ten proces jest przez mieszkańców akceptowany?

Jesteśmy w tym szczęśliwym momencie, że napięcia społeczne związane z likwidacją przemysłu ciężkiego i górnictwa mamy już za sobą. Występowały one z dużą siłą w latach dziewięćdziesiątych i na początku roku dwutysięcznego. W tym roku mija 30 lat od zamknięcia kopalni „Katowice”, na której terenach została zbudowana Strefa Kultury z fantastycznymi obiektami, jak gmach Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, który ma jedną z najlepszych na świecie sal pod względem akustyki, jak kompleks Międzynarodowego Centrum Kongresowego, gdzie gościły największe imprezy ze Światowym Szczytem Klimatycznym na czele, jak Muzeum Śląskie o wyróżniającej architekturze, a całość uzupełnia Spodek. Nasi mieszkańcy w pełni zaakceptowali ten kierunek rozwoju. Katowice są miastem nowoczesnym, które postawiło na kulturę, jesteśmy w sieci Miast Kreatywnych UNESCO w dziedzinie muzyki. W Strefę Kultury zainwestowaliśmy ponad miliard złotych, ale poczyniliśmy też ogromne nakłady poza nią, na obiekty takie, jak Filharmonia Śląska, Akademia Muzyczna, Pałac Młodzieży, a także na przedsięwzięcia nieinwestycyjne, czyli na wsparcie festiwali mających dziś międzynarodowy zasięg: Off-Festiwal, Tauron Nowa Muzyka, Rawa Blues. Stale wspieramy tę sferę, czego znakiem był ubiegłoroczny Międzynarodowy Konkurs Muzyczny imienia Karola Szymanowskiego, współorganizowany przez NOSPR, Akademię Muzyczną jego imienia oraz Towarzystwo Muzyczne z Zakopanego. Ale nasza strategia opiera się nie tylko na muzyce…

 

Chodzi o turystykę biznesową?

Tak. Niedawno w Katowicach odbył się Szczyt Klimatyczny, w 2022 roku będziemy gościć kolejną wielką imprezę: Światowe Forum Miejskie ONZ. Bardzo mocno postawiliśmy na tę gałąź gospodarki i dzięki inwestycji w Centrum Kongresowe możemy być gospodarzem takich imprez. O potencjale Katowic samorządowcy mogą się o przekonać podczas Samorządowego Forum Kapitału i Finansów, a dla biznesu niezwykle ważny jest Europejski Kongres Gospodarczy, którego organizator potrafi umiejętnie wykorzystać połączone powierzchnie MCK i Spodka. Niebawem odbędą się Międzynarodowe Targi Górnictwa, Przemysłu Energetycznego i Hutniczego, które organizuje Polska Technika Górnicza SA. To ogromne przedsięwzięcie, bo targi zagospodarują powierzchnię MCK, Spodka oraz przestrzeń przed MCK. Jak wiadomo, Katowice to nie Kraków, nie mogliśmy zaproponować turystom podobnych atrakcji i zabytków – choć mamy się czym poszczycić, wystarczy wspomnieć Nikiszowiec – zatem turystyka biznesowa w mieście poprzemysłowym wydawała się najlepszym kierunkiem rozwoju. Dziś decyzje sprzed lat przynoszą miastu wspaniałe efekty, powstają nowe hotele, rośnie branża gastronomiczna, lawinowo wzrasta liczba imprez i gości.

 

Od dwóch lat działa Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia. Jak pan ocenia jej działalność z punktu widzenia Katowic?

Metropolia była narzędziem bardzo wyczekiwanym przez środowisko samorządowe. Konurbacja górnośląska, obejmująca dawny GZM, to czternaście wiodących miast, które są bardzo do siebie podobne pod względem problemów, struktury społecznej, budżetów. Metropolia miała ułatwić zarządzanie najbardziej zurbanizowanym obszarem, ale włączenie do niej ponad 40 mocno zróżnicowanych samorządów zrodziło nowe problemy. Jeśli metropolia ciągnie się od Zawiercia aż za Gliwice, to nie ma ona większego sensu, możemy już mówić o miniwojewództwie czy powiecie. Chyba nie o to nam chodziło. Poza tym wydaje się, że wybór przewodniczącego metropolii powinien następować w wyborach bezpośrednich, ponieważ obecna sytuacja prowokuje niepotrzebne napięcia między prezydentami należącymi do różnych opcji politycznych. Pochodzący z wyborów mandat przewodniczącego byłby silny i wobec prezydentów, i w relacjach z mieszkańcami. Oczywiście, potrzebny jest też stabilny i oparty na stałych dochodach budżet, bo dziś samorządy mogą przekazywać kompetencje związkowi metropolitalnemu, ale niekoniecznie chcą się dzielić pieniędzmi.

 

Czy Katowice są liderem metropolii?

Są, choćby z racji tego, że to stolica województwa. Katowice są też najbardziej rozpoznawalną marką spośród wszystkich miast związku. Chcemy być liderem i chcemy nadawać ton metropolii. Możemy i potrafimy inicjować rozwój, dzielić się doświadczeniami, bo od tego zależy funkcjonowanie całego regionu i naszego miasta, od tego zależy też nasz wizerunek. Proszę zauważyć, że nikt poza stałymi mieszkańcami ,jadąc z Katowic do Chorzowa, nie jest w stanie dostrzec granicy między tymi miastami.

Podziel się!

Aby dodać komentarz, zaloguj się.