Przyzwoitka dla prezydenta

Autor: Zdzisław Majewski * / 12.03.2019
W samorządach Prawo
Dożyliśmy takich czasów, że prezydenci co znaczniejszych naszych miast poważnie rozważają, czy dla osobistego bezpieczeństwa nie zatrudnić profesjonalnej ochrony. Ale może już wkrótce konieczne będzie zatrudnienie etatowej przyzwoitki. Taki etat wcale nie musi być political fiction, ale może być konsekwencją ostatniej zmiany prawa wyborczego, które znakomicie ułatwia wygaszenie mandatu szefom samorządów gminnych i miejskich – nawet za błahe przewinienia.

Nowe przepisy zabraniają bowiem startu w wyborach oraz pozwalają usunąć wybranego prezydenta, burmistrza, wójta skazanego prawomocnym wyrokiem na każdą karę, nawet na 100-złotową grzywnę, za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego lub przestępstwo skarbowe. Poprzednio było to możliwe wyłącznie po orzeczeniu kary pozbawienia wolności.

 

Mój pomysł na zaangażowanie przyzwoitki może być tarczą chroniącą gminnych włodarzy przed oskarżeniami i utratą stanowiska za wypowiedzi w potyczkach słownych z adwersarzami politycznymi, i nie tylko z nimi, na wiecu, ulicy czy w urzędowym gabinecie, które ci mogą odebrać jako znieważenie czy zniesławienie. A o to w naszym burzliwym życiu politycznym nietrudno. Krytyka obostrzeń prawa wyborczego koncentruje się na tym, że wójtowie zostali gorzej potraktowani niż radni, posłowie, senatorowie, bo ci za identyczne winy zapłacą grzywnę, ale funkcji nie stracą, że nowela ogranicza konstytucyjne prawo wybieralności i równości dostępu do służby publicznej. Że wyręcza wyborców, a to oni przy urnach powinni zdecydować, podobnie jak w wyborach do Sejmu, czy mają zaufanie do kandydata ukaranego niewielką grzywną, bo w ferworze gorącej dyskusji użył niepotrzebnych epitetów. W przyszłych wyborach prezydenckich może natomiast wystartować i być wybrany prezydentem Polski nawet kandydat skazany wielokrotnie na wielotysięczne grzywny.

 

Warto więc przyjrzeć się, jakie z pozoru niewielka zmiana przepisu prawa wyborczego rodzi konsekwencje przy stosowaniu przepisów kodeksu karnego i kodeksu postępowania karnego. A jest się czego obawiać i nawet świadek – przyzwoitka – może nie pomóc. Przypomnę wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 12 lutego 2015 r., sygn. akt SK 70/13. Sędziowie rozpatrywali skargę Andrzeja W., wówczas radnego gminy Moskorzew, który został prawomocnie skazany za znieważenie wójta w jego gabinecie słowami powszechnie uznanymi za obelżywe. Odbyło się to w rozmowie w cztery oczy, a więc niepublicznie. Sąd dał wiarę wójtowi i jego dwojgu podwładnym, którzy zeznali, że do incydentu doszło. Kara: 800 zł grzywny i ogłoszenie wyroku na tablicy informacyjnej w urzędzie gminy.

 

Radny dowodził przed Trybunałem, że art. 226 § 1 kk przewidujący karalność za niepubliczne zniesławienie funkcjonariusza publicznego jest niezgodny z konstytucją, bo ogranicza jego podstawowe prawa – jako osoby piastującej mandat radnego – do wolności wypowiedzi. Trybunał nie przyznał racji radnemu. Zdaniem sędziów, prawo do wolności słowa nie oznacza prawa do napaści w postaci inwektyw i pomówień.

 

Odwróćmy sytuację – to wójt wkracza do gabinetu przewodniczącego rady, dochodzi między nimi do kłótni, padają słowa znieważające, ale słyszą to zza drzwi urzędnicy. Sprawę przejmuje prokurator, bo znieważenie funkcjonariusza publicznego w związku z pełnieniem obowiązków służbowych (art. 226 § 1 kk) jest ścigane z oskarżenia publicznego. Ciąg dalszy – sąd stosuje nadzwyczajne złagodzenie kary, bo przewodniczący swoim niewłaściwym zachowaniem przyczynił się do scysji (patrz: art. 222 § 2 kk), ale wójt „zarabia” symboliczną grzywnę i traci pracę. Nie może być także kandydatem w ponownych wyborach. Nie wspominam już, że za błahostkę w sporach ze skarbówką także można stracić mandat.

 

Szefowie gmin muszą się teraz pilnować, aby nie wejść także w kolizję z art. 216 kk, bo za znieważenie publiczne albo w mediach, gdzie oskarżycielem wójta może być każdy obywatel, też można stracić stanowisko. Mimo że są to przestępstwa ścigane z oskarżenia prywatnego, to prokurator może uznać, że wymaga tego interes społeczny i wszcząć ściganie z urzędu lub przystąpić do już toczącego się postępowania, a wówczas prywatnoskargowe staje się postępowaniem z oskarżenia publicznego, ze wszystkimi tego negatywnymi skutkami dla oskarżonego (patrz: art. 60 kpk). Przypominam, że prokurator może działać z urzędu i wcale nie musi pytać pokrzywdzonego, czy ten w ogóle chce ścigać wójta za pyskówę albo czy zgadza się na wsparcie go w już toczącej się sprawie. Od takiej nadaktywności prokuratora nie można się odwołać do sądu.

 

Mam nadzieję, że prokuratorzy jak to bywało dotychczas, będą korzystali z tego uprawnienia bardzo ostrożnie i wspierali przed sądami raczej osoby schorowane, starsze, niezaradne życiowo, a nie mieszali się do sporu polityków. Możliwość łatwej zamiany trybu prywatnoskargowego na publicznoskargowy i wykorzystania tej procedury do blokowania kandydatów na gminnych włodarzy lub wyrzucania ich ze stanowisk, to doniosła i chyba jeszcze mało uświadomiona opinii publicznej konsekwencja zmian kodeksu wyborczego.

 

Przyzwoitka nie byłaby potrzebna, gdyby wszystkie sprawy o znieważenia mogły toczyć się wyłącznie przed sądami cywilnymi, a nie karnymi, co postuluje wielu prawników.

*zastępca redaktora naczelnego „Wspólnoty”

Podziel się!

Aby dodać komentarz, zaloguj się.