Robert Fidura: W okolicach Słubic orzeł zawsze był czerwony

Autor: Andrzej Gniadkowski / 06.01.2018
W samorządach
Zgodnie z zasadami heraldyki, a także zgodnie z polskim prawem, autor herbu gminy lub powiatu nie może abstrahować od lokalnej tradycji heraldycznej. Takiego działania nie zaakceptowałaby także Komisja Heraldyczna, która opiniuje każdy z projektów – mówi Robert Fidura, heraldyk, współautor wielu gminnych herbów, z którym rozmawiamy przy okazji kontrowersji wywołanych zmianą herbu powiatu słubickiego.

 

Zmiana herbu powiatu Słubickiego wzbudziła sporo dyskusji. W mediach społecznościowych znajdziemy wiele krytyki pod adresem autorów projektu i działań rady powiatu. Czy czerwony brandenburski orzeł to jest dobry herb dla polskiego powiatu?

 

Rzeczywiście przejrzałem kilka portali i znalazło się tam wiele epitetów pod adresem twórców. Taka fala hejtu nie jest przypadkiem odosobnionym i mi też zdarzyło się paść jej ofiarą. Jednak wiele z tych uwag wynika z nieznajomości zasad pracy heraldyków i heraldyki w ogóle. Niektórym się wydaje, że autor herbu to ktoś, kto siada do pędzla i maluje to, co mu się żywnie podoba. Tymczasem heraldyka to nauka dość ścisła. Nasza praca to głównie przeszukiwanie archiwaliów, wydawnictw, herbarzy. Ostateczny projekt to efekt bardzo dokładnej kwerendy.

 

Autorzy są też ograniczeni prawem. Artykuł 3 ustawy o odznakach i mundurach mówi, że „jednostki samorządu terytorialnego mogą ustanawiać, w drodze uchwały organu stanowiącego danej jednostki, własne herby, flagi, emblematy oraz insygnia i inne symbole”, ale też, że „wzory, o których mowa, ustanawiane są w zgodzie z zasadami heraldyki, weksylologii i miejscową tradycją historyczną”. Wzory te wymagają też opinii ministra spraw wewnętrznych, oraz Komisji Heraldycznej przy MSWiA.

 

„W zgodzie z tradycją” nie oznacza chyba, że muszą one być dokładnym jej odwzorowaniem. Można chyba rozumieć to tak, że nie powinny jej przeczyć, odrzucać i pomijać, ale może taki herb może chyba być pewną grą z tradycją?

 

Nie do końca. Zarówno praktyka jak i rozumienie tych przepisów sprowadzają się do tego, że herb musi jak najdokładniej oddawać miejscową tradycję heraldyczną. A taką tradycją w obecnych województwach lubuskim i zachodniopomorskim jest użycie orła brandenburskiego. W herbach kilku powiatów i wielu miast, powiatów i gmin (jest ich w sumie co najmniej 14). W ogóle oprócz niezrozumienia pracy heraldyka i przepisów Polakom brak edukacji pod tym względem. Niestety w Polsce nastąpiło przerwanie tradycji znajomości zasad heraldycznych. Mało kto rozumie symbolikę herbów, zna historię itd. W wielu krajach Europy takich rzeczy uczy się w szkole i znajomość herbów własnych i okolicznych gmin, a znajomość zasad heraldycznych jest powszechna. 

 

 

Co mogą zrobić władze w sytuacji gdy proponowana symbolika nie do końca kojarzy się z polskimi korzeniami?

 

Problem jest głębszy niż tylko niepolskie tradycje heraldyczne, które mogą występować na wielu terenach, przez setki lat należących do innych państw. Symbolika niektórych rzeczy się zmienia i to, co kiedyś wydawało się wzniosłe dziś może się wydać wielu banalne, lub wręcz śmieszne. Podam przykład. W jednej z miejscowości okazało się, że gmina powinna mieć w herbie głowę osła wziętą z herbu Półkozic. Była to bowiem miejscowość skąd wszyscy posługujący się tym herbem pochodzili. Było to gniazdo rodowe tej rodziny. Kiedyś herb w postaci głowy osła nadano tej rodzinie za przygotowanie podstępu wojennego, który uratował miasto. Osioł kojarzył się tamtym ludziom, kilkaset lat temu, właśnie z męstwem, przebiegłością. Teraz głowa osła, delikatnie mówiąc kojarzy się z czymś innym. Mówi się: uparty jak osioł, głupi jak osioł itd. Heraldyk nie ma jednak specjalnego wyboru. 

 

Podobnie było z czarnym orłem w herbie gminy Sławatycze. Po przedstawieniu projektu staliśmy się obiektem potwornego hejtu. Agenci niemieccy, a może i naziści, Werwolf itd. Twierdzono, że polski orzeł jest biały itd. Tymczasem czarny orzeł pochodził od herbu rodziny Radziwiłłów, która przez wiele lat była właścicielem miasta. 

 

Co może zrobić samorząd? Po prostu umiejętnie zaprezentować herb i przekazać zdobytą od heraldyków wiedzę. W Sławatyczach wiele pomogło pojawienie się na uroczystości nadania herbu przedstawicieli rodziny Radziwiłłów. Dziś nie wyobrażają sobie tam żadnego innego orła tylko tego czarnego.

 

Ale tam ten rzekomo niemiecki charakter herbu wynikał z braków w wiedzy. W Słubicach jest ewidentny. Poza tym Radziwiłłowie to może nie są wyjątkowo Polscy bohaterowie, ale nie kojarzą się powszechnie źle.

 

No tak, problem z tak zwanymi ziemiami „odzyskanymi” jest taki, że tam tradycje heraldyczne siłą rzeczy mają inny charakter. Np. podobną sytuację miałem na Dolnym Śląsku, gdzie kontrowersje wzbudzał ponownie orzeł czarny. Ale on tam zawsze był czarny, a na Śląsku Cieszyńskim złoty na niebieskim tle. Jak to? – pytali ludzie. Polski orzeł jest biały! Ale tam był zawsze złoty, a w okolicach Słubic zawsze był czerwony.

 

Gdyby takie restrykcyjne stanowisko funkcjonowało przed laty nigdy nie nadano by wielu herbów, a może i wiele z nich dzisiejsza Komisja Heraldyczna by zakwestionowała. Np. Herb Radzymina nadany w 1936 roku. To po prostu oko opatrzności (żółte na niebieskim tle). Herb nadany w podzięce za ratunek przed zarazą z XVII wieku i sukces podczas wojny Polsko-Bolszewickiej 1920 roku. Rozumiem, że teraz nadanie takiego herbu jest obecnie niemożliwe?

 

Herb Radzymina nie pochodzi z 1936 roku. Wtedy został zatwierdzony przez ministra spraw wewnętrznych, ale jego najstarszy wizerunek na pieczęci miejskiej pochodzi z początków XVIII wieku. Również dzisiaj umieszczenie Oka Opatrzności w herbie jest możliwe. Jest to symbol Bożej opatrzności, i jako taki występuje na przykład w przyjętym w 2011 r. herbie miasta Boguchwała. 

 

Chodzi mi właśnie o możliwość nie brania pod uwagę lokalnej tradycji heraldycznej związanej z rodami szlacheckimi lub magnackimi i zastąpienie jej inną symboliką.

 

W świetle obecnych przepisów i praktyki heraldycznej ciężko jest takie działanie uzasadnić. Jest to łatwiejsze jeśli się okazuje, że np. tradycje heraldyczne nie są jednoznaczne. Np. na jakimś terenie występuje 60 różnych herbów, różnych rodzin, z których nie można wskazać jednej dominującej. Wtedy można pominąć tradycję własnościową tych terenów i poszukać czegoś innego. Wszystko zależy od dobrego uzasadnienia. Np. była gdzieś ważna, wygrana bitwa z historii Powstania Listopadowego. Wtedy można do tego nawiązać i w herbie umieścić np. armatę. Generalnie warunkiem jest jednak, że z jakichś powodów nie możemy się do historycznych stosunków własnościowych na tym terenie odnieść. 

 

 

Komentarz Alfreda Znamierowskiego, autora herbu powiatu Słubickiego na koncie społecznościowym powiatu słubickiego i dyskusja >>>

 

Podziel się!

Aby dodać komentarz, zaloguj się.