Samorządowcy z mniejszych miast zbierają siły

Autor: Rozmawia: Janusz Król / 24.09.2019
W samorządach
Jako nowy zarząd UMP zaczęliśmy weryfikację członków stowarzyszenia. Z dotychczasowych odpowiedzi wynika, że do stowarzyszenia należy co najmniej 59 miasteczek, ale nie wszystkie potwierdzenia jeszcze spłynęły. Mamy też pozytywne sygnały z kilku gmin z całego kraju, że zamierzają zasilić naszą organizację – mówi Artur Tusiński, prezes zarządu Unii Miasteczek Polskich, burmistrz Podkowy Leśnej.

Zacznę od pytania o stronę internetową stowarzyszenia UMP. Ona jest dramatycznie nieaktualna!

To prawda, są tam nieaktualne wiadomości. Nowy zarząd Unii przejął loginy i hasła do strony dopiero na przełomie maja i czerwca. A ponieważ oprócz zwykłych wiadomości nieaktualne były też informacje organizacyjne, niektóre z nich usunęliśmy. Równolegle do tych porządków rozpoczęliśmy prace nad zupełnie nową stroną internetową, w nowej domenie, niedługo będzie ona widoczna w sieci. Oczywiście, aktualne oraz istotne informacje z obecnej strony przerzucimy do nowego serwisu.

 

Objął pan funkcję prezesa zarządu UMP w chwili, kiedy stowarzyszenie pogrążone było w marazmie. Jaki ma pan plan na rewitalizację organizacji?

Wszystkich, którzy są w naszym stowarzyszeniu, chcemy zobligować do realnego działania, w szczególności chcemy naszych członków zaangażować do pracy w ciałach, w których UMP ma swoje miejsce. To bardzo ważne, bo my długo nie dorobimy się profesjonalnego biura, wręcz pojawia się pytanie, czy w ogóle powinniśmy iść w stronę zatrudniania pracowników, skoro to dla nas zbyt kosztowne. Pod tym względem zawsze będziemy ustępowali dużym organizacjom samorządowym. Natomiast widzę rozwiązanie alternatywne – osobisty udział przedstawicieli miast w pracach komisji i komitetów. Ma on tę zaletę, że aktywni będą ludzie naprawdę zaangażowani, tacy, którzy chcą działać. Po drugie, trzeba silniej integrować środowisko samorządowe. Między nami są duże różnice w poglądach politycznych, a na tym traci interes samorządowy, dlatego ważne, aby wypracować taki sposób współpracy, gdzie samorząd jest podmiotem nadrzędnym, a poglądy przestają mieć znaczenie. Trzeci ważny kierunek naszych działań to aktywna kampania informacyjna, pokazująca naszą działalność i jej osiągnięcia. To nie jest łatwe. Jak wiadomo, swego czasu sekcję małych miast próbował stworzyć Związek Miast Polskich i ta idea nie do końca się sprawdziła. W ZMP narrację przejęły duże miasta, to do nich kierowane są projekty z funduszy norweskich czy europejskich.

 

Unia Miasteczek Polskich jest ustawowym członkiem Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. W jaki sposób włączacie się w pracę tej Komisji?

Mamy dwóch stałych członków i prawie całą obsadę zespołów merytorycznych. Pracujemy nad skompletowaniem reprezentacji. Chcemy, aby nasi przedstawiciele przygotowywali projekty raportów w odniesieniu do spraw podejmowanych w KWRiST i żeby te raporty stały się projektami stanowisk Unii. W Komisji Wspólnej mamy do czynienia z ogromną ilością spraw i materiałów, już sama selekcja, które z nich są ważne, a które tylko interesujące, zabiera mnóstwo czasu. To wymaga pracy zespołowej, pojedyncze osoby temu nie podołają. Dlatego potrzebna jest szeroka aktywność członków stowarzyszenia.

 

Ilu członków liczy obecnie UMP? Nie znalazłem nigdzie tej informacji.

Jako nowy zarząd UMP zaczęliśmy weryfikację członków stowarzyszenia. Wystąpiliśmy z prośbą o potwierdzenie deklaracji członkostwa. Z dotychczas zweryfikowanych odpowiedzi wynika, że do stowarzyszenia należy co najmniej 59 miasteczek. Nie wszystkie jeszcze spłynęły. Poza tym mamy pozytywne sygnały z kilku gmin z całego kraju, że zamierzają zasilić naszą organizację. Zachęcam do współpracy.

 

Jaki jest budżet UMP?

Obecnie to nieco ponad 60 tysięcy złotych, ale po weryfikacji członków i przyjęciu nowych budżet powinien być znacznie większy. To nadal będą małe pieniądze, ale bardziej zasobne organizacje samorządowe zaoferowały nam współpracę i pomoc przy organizacji różnych wydarzeń. Taką deklarację złożył na przykład Związek Miast Polskich, razem będzie nam łatwiej urzeczywistniać cele ważne dla naszych społeczności.

 

Jaka jest kondycja małych miasteczek w Polsce?

Słaba. Analiza ostatnich propozycji zmian w dochodach jednostek samorządowych przekonuje, że skoro ponad dwa tysiące samorządów w Polsce korzysta z subwencji wyrównawczej, w tym większość to małe miasta, to po ich wprowadzeniu ta liczba jeszcze się zwiększy. Taka struktura finansowania powoduje, że wiele samorządów traci motywację do aktywnego pozyskiwania dochodów, bo i tak dostają subwencję. Profesor Regulski powiedział kiedyś, że reforma samorządowa zostanie zakończona wtedy, kiedy samorząd będzie w pełni niezależny finansowo. Chyba nie jesteśmy nawet w pół drogi do tego celu. Z danych ze sprawozdań finansowych JST wynika, że tylko w 481 samorządach dochody własne mają większy udział niż subwencje i dotacje w dochodach ogółem. A o naprawdę wysokim stopniu samodzielności finansowej samorządu mierzonym wskaźnikiem udziału dochodów własnych możemy mówić wtedy, kiedy przekracza on 70 proc. Takich gmin w Polsce jest zaledwie 26. Zobaczymy też, jak po wprowadzeniu zmian w podatku dochodowym od osób fizycznych będzie wyglądało tworzenie budżetów na rok 2020 i 2021. Według obliczeń moich kolegów około 800 samorządów ma nadwyżkę operacyjną netto poniżej 1 miliona złotych, w tych jednostkach zmiany w podatku PIT doprowadzą do całkowitej jej likwidacji. Może się okazać, że kilkaset samorządów, wśród nich spora grupa małych miast, nie będzie w stanie uchwalić budżetu.

 

Są w Polsce miasteczka z historią i duszą, i są pozostałe. Z jednej strony Kazimierz Dolny, Podkowa Leśna, z drugiej zupełnie nieznane Łaskarzew i Paczków. Co je wszystkie łączy?

Pewnie trzeba by pojechać tam, pobyć, porozmawiać z ludźmi, wtedy łatwiej byłoby znaleźć więcej wspólnych cech. Ale podstawowym wyróżnikiem jest inna niż w dużych miastach jakość życia mieszkańców. Zarówno w Podkowie Leśnej, Kazimierzu Dolnym, jak i w miasteczkach mniej medialnych życie płynie wolniej. Wiele dużych i średnich miast straciło ostatnio wielu mieszkańców. Na przykład Włocławek w 1989 roku liczył ponad 123 tysiące osób, obecnie jest ich już niespełna 112 tysięcy, w tym samym czasie w okolicznych miasteczkach, na przykład w Kowalu, liczba mieszkańców wzrasta. Ludzie przeprowadzają się w poszukiwaniu większego komfortu życia, tam gdzie dzieci mają blisko do przedszkola, szkoły, gdzie jest spokojniej i bezpieczniej, a także jest przyjazne środowisko, zieleń, cisza. Drugą wspólną cechą miasteczek są małe budżety, choć wszystkie inwestycje – przedszkole, szkoła, dom kultury – kosztują tyle samo, co w dużych miastach o nieporównywalnie większych możliwościach, dlatego we wszystkich miasteczkach wysiłek inwestycyjny jest podobny.

 

Jakie specyficzne uwarunkowania rozwojowe – szanse i bariery – małych miasteczek uzasadniają wspólnotę celów i działania UMP?

Wiele z tych miast, które są korzystnie zlokalizowane, będzie miało możliwości rozwojowe wynikające z położenia. Wystarczy zmienić plan przestrzennego zagospodarowania i udostępniać tereny pod inwestycje mieszkaniowe i komercyjne. Z kolei te samorządy, które mają tradycje turystyczne, mogą się rozwijać w oparciu o tę gałąź gospodarki. W trudniejszej sytuacji są miasteczka, które nie mają korzyści płynących z dobrego położenia. Ale wszystkie one, dzięki swej miejskości, czyli dostępności administracji, poczty, policji oraz oferty publicznej będą świadczyć usługi na rzecz okolicznych miejscowości. Oczywiście, małe miasta pełnią też rolę usługodawcy dla obszaru funkcjonalnego, to w nich robi się zakupy, korzysta z usług rzemieślników, sprzedaje produkty na targu. Są ośrodkami kultury, bo znajdują się w nich biblioteki, domy kultury, kina, szkoły średnie. Tych funkcji nie da się łatwo zastąpić, dlatego musimy chronić małe miasta i wspierać ich rozwój.

 

Podkowa Leśna pod wieloma względami jest wyjątkowa, ale ograniczenie powierzchni uniemożliwia rozwój terytorialny, gospodarczy i wzrost populacji. Jakie cele strategiczne stawia sobie burmistrz i mieszkańcy?

Podkowa Leśna na początku XX wieku została zaplanowana w granicach, które obowiązują do dzisiaj. To było precyzyjnie zaplanowane miasto ogród, zatem możemy dokładnie policzyć swoją pojemność. Chcielibyśmy zwiększyć liczbę mieszkańców z obecnych 3850 do 5000, ale dalszy wzrost nie będzie już możliwy. Tutaj nie wybuduje się fabryki, nie powstaną centra logistyczne, nie będzie budownictwa wielolokalowego – po prostu dlatego, że nie mamy wolnych terenów, ale przede wszystkim nie byłoby to zgodne z ideą przyświecającą powstaniu naszego miasta i wolą mieszkańców. To powoduje ograniczenie dochodów miasta, więc stale musimy poszukiwać alternatywnych źródeł finansowania. Ale jest to też ułatwienie dla realizacji strategii rozwoju, bo naszym najważniejszym celem od dawna jest utrzymanie i podnoszenie jakości życia mieszkańców w oparciu o edukację, kulturę i środowisko przyrodnicze. W ostatnich latach wspieramy ten cel poprzez wdrażanie technologii smart city. W świadomości mieszkańców coraz większą rolę odgrywa ekologia i czystość środowiska, a to wiąże się ze społeczną odpowiedzialnością za otoczenie. Ten ostatni czynnik, poza większą dbałością o przyrodę, aktywizuje ludzi, pozwala identyfikować się ze społecznością i zacieśniać lokalne więzi.

 

W jaki sposób Unia Miasteczek Polskich mogłaby upowszechniać dobre praktyki wśród swoich członków?

W wielu miejscowościach rozwija się idea slow city, która przyszła do nas z Włoch jako pomysł na gwarancję jakości żywności, a rozszerzyła się ogólnie na jakość życia. W małych miastach slow city akcentuje takie rozwiązania, które pozwalają odmiennie i krytycznie spojrzeć na konsumpcjonistyczny styl życia, jaki opanował metropolie. Istnieje katalog warunków, które trzeba spełnić, aby otrzymać certyfikat miasta slow i – być może – to jest idea warta promowania przez Unię. Nie można też zapominać o technologiach smart city, ułatwiających zarządzanie usługami publicznymi, bo te rozwiązania stają się coraz tańsze, a więc dostępne dla mniejszych miast. Warto także pomyśleć o wdrożeniu i spopularyzowaniu karty mieszkańca, czyli kodeksu norm i reguł porządkujących zachowania na ich posesjach, w przestrzeni publicznej, w relacjach i współpracy z sąsiadami. Taką kartę w okresie międzywojennym dostawał każdy indywidualny inwestor i musiał jej przestrzegać, a jej wdrożenie z całą pewnością będzie łatwiejsze w małym mieście niż w wielkiej metropolii.

Podziel się!

Aby dodać komentarz, zaloguj się.