Termiczna obróbka odpadów pozwoli nam zatrzymać wzrost cen

Autor: Sławomir Bukowski / 08.11.2019
W samorządach
19 podhalańskich gmin postanowiło zbudować ekologiczną spalarnię, aby uniezależnić się od firm śmieciowych, odejść od dyktowania przez nie cen, ustabilizować stawki. Czy pomysł jest realny? Rozmawiamy o nim z Rafałem Szkaradzińskim, wójtem gminy Szaflary.

Jak w pańskiej gminie kształtują się opłaty za odbiór i zagospodarowanie odpadów komunalnych?

Przez długi czas staraliśmy się utrzymywać stabilność cen i do zeszłego roku mieszkańcy płacili 6 zł od osoby za odbiór odpadów segregowanych i 12 zł za niesegregowane. Po rozstrzygnięciu kolejnego przetargu stawki wzrosły dwukrotnie i od wiosny jest to odpowiednio 12 i 24 zł. Jesteśmy przed kolejnym przetargiem, obserwujemy rynek i nie spodziewam się, że stawki zostaną utrzymane, prawdopodobnie wzrosną.

 

Umowę z wykonawcą podpisaliście tylko na rok?

Ze względu na wahania cen i zmiany przepisów taka opcja była najkorzystniejsza. Przy długoterminowej umowie istniała obawa, że firma uwzględni swoje ryzyka w cenie i stawki jeszcze bardziej poszybują. Poza tym sytuacja na rynku jest bardzo dynamiczna i gdy koszty rozmaitych usług drastycznie wzrastają, wykonawca zgodnie z prawem może zażądać zmiany umowy. Stawia wtedy sprawę na ostrzu noża: albo podwyżka, albo odstępuje od umowy i gmina zostaje z problemem nieodebranych od mieszkańców śmieci i to na nią spada społeczny gniew. Gdyby przepisy na to pozwalały, z chęcią przekazałbym gospodarkę odpadami innemu podmiotowi, bo dzisiaj samorządy są pośrednikami pomiędzy firmami a mieszkańcami. Ci ostatni oczekują od nas pilnowania cen usług publicznych i do nas kierują pretensje z powodu podwyżek, a my na to nie mamy wpływu, jesteśmy zmuszeni podnosić ceny, jeżeli firma je zwiększa.

 

Dużo było teraz takich głosów?

Oczywiście że było, choć z drugiej strony mogło ich być jeszcze więcej. Tłumaczyłem mieszkańcom, że w okresie, kiedy ceny zachowywały stabilność, z jednej strony wzrósł poziom wynagrodzeń, z drugiej zdrożały koszty niemal wszystkich usług. Poza tym jak ktoś przychodzi do mnie i zadaje pytanie, czy coś jest drogie czy tanie, to mówię: który kraj uważasz za wzór do naśladowania? Górale odpowiadają najczęściej, że Stany Zjednoczone. Wtedy zaczynamy porównywać: przeciętne zarobki, podatki, wydatki na ochronę zdrowia, na wszelkie opłaty, w tym odbiór śmieci. I wychodzi, że w Polsce jest pod tym względem naprawdę przyzwoicie. A podatki od nieruchomości w porównaniu z USA są u nas na znacznie niższym poziomie w stosunku do zarobków. Mieszkańcy Podhala mają rodziny, które wyemigrowały za pracą. Gdy przyjeżdżają z wizytą zza Oceanu, często mówią: ale ty masz duży i piękny dom, musisz być bogaty, skoro tak mieszkasz, my u siebie w Stanach takiego byśmy sobie nie zbudowali.

 

Jest pan chyba jednym z nielicznych Podhalan, który otwarcie przyznaje, że lokalna społeczność jest dość zamożna.

Nasi mieszkańcy są bardzo pracowici. A jak są pracowici, to coś z tego mają. Gdy przychodzi zima zdarza się, że przez noc spadnie półtora metra śniegu. Góral rano wstaje, ponarzeka, bo musi ponarzekać, a potem chwyta za łopatę i sam odśnieża, nie czeka aż przyjedzie do niego pług. Musi to zrobić, żeby móc normalnie funkcjonować, przyjąć turystów. My tutaj w górach i na Podhalu jesteśmy równi wobec przyrody, dlatego musimy być zaradni. Nie ma możliwości dojechania w godzinę pługiem w każdy zakątek gminy, jak coś się dzieje trzeba zakasać rękawy i samemu pracować. Ale górale zawsze byli twardzi, to ciężki teren.

 

Ciężki też do zarządzania?

Zadaniem gminy jest przede wszystkim dbanie o infrastrukturę, która pomaga regionowi się rozwijać. Przy naszym ukształtowaniu terenu i rozproszeniu zabudowy to wyjątkowo skomplikowane przedsięwzięcie. Grunty są poszatkowane. Zdarzają się działki szerokie na trzy metry i długie na dwieście. Spróbujmy przez taki teren przejść z inwestycją liniową. Prawa własności bywają nieuregulowane od pokoleń, zdarza się, że połowa rodziny spadkobierców mieszka w USA. Na dokumentach dotyczących dysponowania własnością potrzeba nawet 70 podpisów. Dołóżmy do tego charakterystyczne dla regionu przywiązanie do ziemi, zdarzają się konflikty sąsiedzkie, co jest kłopotliwe przy projektowaniu inwestycji. Przez setki lat domy na Podhalu były budowane w dużej odległości od siebie. Gdzie ktoś miał kawałek ziemi, tam stawiał dom. Nawet dwa kilometry od głównej drogi. Dziadkowie dojeżdżali konno albo rowerem, ale dziś każdy ma samochód, chciałby więc mieć drogę, kanalizację, wodociąg, gaz. Zarządzenie terenami wiejskimi na Podhalu jest znacznie trudniejsze niż w innych częściach kraju.

 

Wróćmy do gospodarki odpadami. Skąd pomysł budowy zakładu termicznego przekształcania odpadów komunalnych?

Narodził się jakieś trzy lata temu. Zaczynaliśmy wtedy proces budowy nowego systemu ciepłowniczego, bo wszyscy walczymy, żeby nasze tereny, atrakcyjne turystycznie, były czyste, żeby goście chcieli do nas przyjeżdżać wypocząć, a mieszkańcy mieli większy komfort życia. Na spotkaniach z ludźmi często słyszałem, że są tacy, którzy palą odpady w domowych piecach, do tego kupują węgiel słabej jakości. Problem smogu niedługo się zmniejszy, bo do domów zacznie docierać energia geotermalna, ale skoro postawiliśmy na ekologię, musimy jeszcze kompleksowo rozwiązać problem odpadów. Można je przekształcać w energię cieplną i elektryczną, a te wykorzystywać na nasze potrzeby. Do tego właśnie potrzebny jest ZTPOK. Przy okazji pozwoliłoby to nam uniezależnić się od firm śmieciowych, odejść od dyktowania przez nie cen, ustabilizować stawki. Dziś na rynku odbioru i zagospodarowania odpadów mamy do czynienia z taką sytuacją, że w wielu gminach do przetargu przystępuje z reguły tylko jedna firma.

 

Bo jest podział rynku?

To może tak wyglądać, skoro jesteśmy w sytuacji, że jakąkolwiek cenę firmy by podały, musimy ją zapłacić. Stworzyliśmy więc grupę roboczą złożoną z przedstawicieli dwóch powiatów: nowotarskiego i tatrzańskiego. Wszystkie 17 gmin z tych powiatów podpisało list intencyjny, że będziemy działać wspólnie. Termiczne przekształcanie odpadów w energię to dla nas najlepsze rozwiązanie, zostało z sukcesem przetestowane  na Zachodzie. W Europie działają setki tego typu instalacji, gospodarka odpadami w dużej mierze oparta jest na nich i nikt takiego podejścia nie kwestionuje. Są przecież tylko dwie możliwości: albo będziemy składować śmieci – a to nie jest korzystne dla środowiska, ekologii, obiegu pierwiastków w przyrodzie – albo zaczniemy odzyskiwać z nich energię.

 

Oczywiście najpierw trzeba wysegregować z nich to, co się da.

To, co najłatwiej wysegregować. Musimy jednak mieć na uwadze, że zbyt daleko posunięta segregacja mocno podwyższa koszty całego systemu.

 

Są limity unijne, w tym roku poziom odzysku papieru, tworzyw sztucznych czy szkła musi wynieść 40 proc., w przyszłym – już 50 proc.

Tylko komunalnych, czy także przemysłowych? Przepisy są bardzo nieprecyzyjne. Jest kilka sposobów liczenia poziomu odzysku. Oczywiście limity trzeba wypełnić, ale ze względu na koszty nie można śrubować wyników. Lepiej zająć się odzyskiwaniem energii. W Polsce pokutuje przekonanie, że termiczne przekształcanie odpadów jest czymś złym. Tymczasem nowoczesna instalacja spełnia wyższe wymogi jakości powietrza niż pojedynczy tradycyjny kocioł w budynku mieszkalnym.

 

Polacy z reguły są przeciwni budowie spalarni.

Wiele osób boi się tego, co nieznane i woli z pewnych rozwiązań zrezygnować.

 

Może przeciwnikom warto by organizować wycieczki do Wiednia?

Byłoby to pewnie pomocne, ale nie trzeba jechać do Wiednia, bo bliżej mamy do Krakowa, gdzie działa nowoczesna instalacja. Jest niemal neutralna dla środowiska. A jeśli wspomniał pan o Wiedniu to znam przypadki, że Polacy wyjeżdżali tam do pracy, wynajmowali mieszkania w pobliżu zakładu i kompletnie nie byli świadomi, czym się on zajmuje, bo nie jest uciążliwy dla otoczenia.

 

Unia Europejska jest przeciwna finansowaniu spalarni i promuje gospodarkę o obiegu zamkniętym, w nowej perspektywie finansowej pod takim kątem mają być dystrybuowane środki.

Musimy pamiętać, że w Unii już istnieją setki tego typu instalacji na Zachodzie, trudno więc mówić, że tamte kraje i Polska znajdują się w podobnej sytuacji. Skoro pozwolili u siebie budować takie zakłady i na nich oparli gospodarkę odpadami, to doprowadźmy do zrównania poziomu konkurencyjności i dopiero wtedy zacznijmy rozmawiać o obiegu zamkniętym.

 

Skoro nie będziecie mogli liczyć na finansowanie z UE, skąd weźmiecie pieniądze?

Rozmawialiśmy o możliwości uruchomienia w tym zakresie środków krajowych. Jeśli projekt zostanie prawidłowo poprowadzony, nasz region mógłby stać się wzorem do naśladowania w zakresie wykorzystania energetycznego odpadów, w tym celu konieczne są zmiany prawne, żeby odpady można było klasyfikować jako paliwo alternatywne. Takie rozwiązania na świecie już istnieją, na przykład w duńskim Thisted lub Kopenhadze. Działa tam system ciepłowniczy, w którym geotermia połączona jest z zakładem termicznej obróbki odpadów i to przynosi bardzo dobre rezultaty.

 

Rząd byłby w stanie uruchomić krajowe finansowanie?

Na to liczę, jeżeli będziemy musieli podejść do tematu bez pomocy finansowej Unii Europejskiej.

 

Jakie prace są już za wami?

Zaczęliśmy od przygotowania profesjonalnej analizy systemów gospodarowania odpadami we wszystkich gminach, które podpisały list intencyjny. Przyjrzeliśmy się ilości odpadów, kosztom odbioru i zagospodarowania, wydatkom z budżetów gminnych. Wybrane zostały trzy samorządy wiodące dla realizacji projektu: Szaflary, Łapsze Niżne i Zakopane, są umocowane do prowadzenia rozmów w imieniu pozostałych gmin. Przeanalizowaliśmy problem z punktu widzenia logistyki i wskazaliśmy dwie potencjalne lokalizacje dla przyszłej inwestycji: jedną w Nowym Targu, drugą na terenie gminy Szaflary. Centralne położenie gwarantuje, że nie trzeba będzie budować kilometrów linii energetycznych. Przed nami wybór technologii, dlatego trzeba zrobić przegląd tego, co jest dostępne na rynku. Kolejnym krokiem będzie wybór finansowania i znalezienie formuły realizacji przedsięwzięcia: czy poprzez spółkę celową z udziałem samorządów, czy może zakład międzygminny. I na końcu wykonawstwo.

 

Jeśli chodzi o lokalizację, to dziś tak naprawdę toczą się już bilateralne rozmowy pomiędzy panem a burmistrzem Nowego Targu?

Każda lokalizacja ma zalety i wady, ale teren, jakim dysponuje gmina Szaflary, ma naprawdę wiele atutów. Jest niezagospodarowany, oddalony od zabudowań. Pamiętajmy, że instalacje do termicznego przekształcania odpadów nie emitują gazów, zapachów, nie są uciążliwe dla mieszkańców.

 

A jaki jest scenariusz alternatywny, gdyby instalacja jednak nie powstała?

Może się okazać, że znajdziemy się w sytuacji, że prywatne firmy dyktują ceny, a jeśli się buntujemy, to przestają odbierać odpady i gminy toną w śmieciach. Na barki mieszkańcy spadają coraz wyższe koszty. Wszystko jest możliwe.

 

Powiedzmy na koniec o geotermii, waszym flagowym projekcie.

Jesteśmy na zaawansowanym etapie projektowania sieci ciepłowniczej, zakończymy go w listopadzie. Dostaliśmy 45 mln zł dotacji z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na wykonanie odwiertu badawczo-eksploatacyjnego, niezbędnego do zbadania niecki podhalańskiej i sytuacji hydrogeologicznej. Wyniki pomiarów dadzą odpowiedź na pytanie, w jakich miejscach pobraną wodę, z której będziemy odzyskiwać energię, z powrotem zatłaczać do ziemi, aby nie zakłócać hydrogeologii i aby znów się ogrzała. Wkrótce złożymy wniosek o dotację na budowę sieci. Mam nadzieję, że w 2022 albo 2023 mieszkańcy będą już mieli ekologiczne ogrzewanie w swoich domach.

 

Ile gospodarstw w gminie Szaflary z niego skorzysta?

Możliwość podłączenia się mają najkorzystniej położone miejscowości: Bór, Zaskale i same Szaflary, plus fragment Bańskiej Niżniej. Deklarację początkowo złożyło 800 gospodarstw, ale do dziś ta liczba wzrosła do 1000, czyli energia termalna dotrze do 90 proc. domów z obszarów, które bierzemy pod uwagę. Mieszkańcy będą mogli ją wykorzystać do ogrzewania domów, a po zainstalowaniu wymienników ciepła także do uzyskania ciepłej wody użytkowej.

 

Wielu mieszkańców myśli początkowo, że takie ogrzewanie jest darmowe.

Energia jest darmowa, ale obsługa systemu kosztuje, do tego dochodzi koszt budowy sieci. Roczne opłaty mogą być zbliżone do tych, które ponoszą właściciele kotłów na ekogroszek, ale odpadnie coroczne kupowanie opału, przywożenie, wrzucanie do piwnicy, konserwacja kotłów, przeglądy przewodów kominowych i tak dalej. Temperaturę ogrzewania będzie można sobie programować poprzez aplikację na telefonie komórkowym.    

 

Gdyby w waszym regionie powstała także nowoczesna instalacja termicznego przekształcania odpadów, Szaflary za parę lat mogłyby reklamować się jako najbardziej ekologiczna gmina w Polsce.

Szaflary nie są jedyną gminą na Podhalu. Znajdujemy się w regionie, w którym wszystkie samorządy funkcjonują razem. Jadąc zakopianką nie widać, gdzie kończy się jedna gmina, a zaczyna druga. Oczywiście dla turystów największym magnesem są Tatry i sama nazwa Zakopane, ale każdy samorząd coś od siebie wnosi. Wspólnie tworzymy produkty turystyczne, na przykład Szlak Wokół Tatr. Efektem współpracy jest Podhalańska Kolej Regionalna, która pozwala turystom przemieszczać się od Nowego Targu do Zakopanego bez stania w korkach, tanio i szybko. Tutaj żaden burmistrz czy wójt nie jest ważniejszy od drugiego. Pan jest z pisma „Wspólnota”, my też tworzymy wspólnotę.

Podziel się!
TAGI: dobre praktyki, ekologia, finanse samorządowe, gospodarka odpadami, Gospodarka, Ochrona środowiska, rząd, Wójt,

Aby dodać komentarz, zaloguj się.