Wadim Tyszkiewicz – samorządowiec roku 2013

Autor: Andrzej Gniadkowski / 16.01.2014
Wprowadził Nową Sól na ścieżkę dynamicznego rozwoju gospodarczego. Bezrobocie w mieście, sięgające 50 proc., spadło poniżej średniej krajowej! Ściąga inwestorów, uruchomił Park Naukowo-Technologiczny. Dla poprawy komfortu życia mieszkańców doprowadził nawet do budowy statku turystycznego kursującego po Odrze. Działa na rzecz szeroko pojętego środowiska samorządowego. Zrzeszenie Prezydentów, Burmistrzów i Wójtów Województwa Lubuskiego, którym kieruje, skupia wszystkie samorządy z regionu, co jest ewenementem w Polsce. Wadim Tyszkiewicz jest laureatem trzeciej edycji plebiscytu „Samorządowiec Roku”, organizowanego przez „Wspólnotę”. W skład kapituły weszli redaktorzy, dziennikarze i publicyści pisma, pod przewodnictwem redaktora naczelnego Janusza Króla.

Zabiega o zmiany ustaw w Warszawie, rozkręcił regionalne zrzeszenie samorządowców, ściąga inwestorów do Nowej Soli, której jest prezydentem. Przejechał tysiące kilometrów, ale nikt mu nie zarzuca, że za mało pracuje na miejscu. Kiedyś trenował boks i prowadził firmę komputerową. Ostatnio zbudował statek turystyczny. Przebojem wdarł się do świata samorządowców i stał się jednym z jego liderów.

 

Wywodzi się z biznesu, nigdy nie należał do żadnej partii, a swą niezależność podkreśla na każdym kroku. Choć wiadomo, że bliżej mu do Platformy Obywatelskiej, którą współorganizował w regionie. Dziś partią jest jednak bardzo rozczarowany. A najbardziej formą sprawowania władzy przez przewodniczącego Tuska i odejściem od ideałów, które były najważniejsze: obywatelskości i wolnej gospodarki.

 

Dla Wadima Tyszkiewicza gospodarka jest szczególnie ważna. Kiedy w 2002 roku startował w wyborach samorządowych, miał wiele pomysłów, jak wprowadzić Nową Sól na drogę rozwoju.

 

Wokulski for Windows

Do Nowej Soli, miasta na południe od Zielonej Góry, przyjeżdżam w dniu ważnych rozmów na temat najnowszej inicjatywy Tyszkiewicza. Chodzi o samorządową listę kandydatów do sejmiku w najbliższych wyborach. Nazywać się będzie Lepsze Lubuskie. Wystartują z niej przedstawiciele samorządu terytorialnego, zawodowego i rolniczego. Akurat wypadło spotkanie samorządowców z zarządem Organizacji Pracodawców Ziemi Lubuskiej. Razem z Tyszkiewiczem jadę do Zielonej Góry, gdzie on czuje się jak u siebie w domu. Rozmawiamy po drodze.

– Mogłem nawet zostać prezydentem Zielonej Góry – rzuca w pewnej chwili. A było tak: zanim narodził się pomysł startu w Nowej Soli, lokalni przedstawiciele Platformy Obywatelskiej zaoferowali mu start w Zielonej Górze. Nieprzypadkowo. – Bo tu prowadziłem biznes i byłem bardziej znany – opowiada. – Kiedyś w przedszkolu nauczycielka zapytała dzieci o imiona rodziców i kiedy doszło do mojej córki ta odpowiedziała, że Wadim. Niemożliwe, zaprotestowała przedszkolanka. Vadim to taka firma komputerowa, a jak ma na imię tatuś? Wadim, znów odpowiada córka, i tak kilka razy – śmieje się Tyszkiewicz.

 

To imię to przekleństwo czy atut? – pytam. – Właściwie i to, i to. Dla jednych łatwe do zapamiętania, bo charakterystyczne, dla innych niezrozumiałe i dziwne.

Nazwa firmy pochodząca od jego imienia była biznesowym strzałem w dziesiątkę. Dobrze się kojarzyła i wpadała w ucho. Powstała w 1986 roku i po jakimś czasie była jedną z najstarszych tego typu w Polsce (Tyszkiewicz twierdzi, że najstarszą). Handlowała sprzętem komputerowym. Do jej zasług należy opracowanie pierwszego polskiego oprogramowania do obsługi małych i średnich przedsiębiorstw „Wokulski for Windows”. Zyskało świetne recenzje w prasie fachowej i całkiem nieźle się sprzedawało, ale zdecydowanie najwięcej na rynku krążyło nielegalnych kopii. Może dlatego Tyszkiewicz został jednym z pionierów i orędowników prawa autorskiego, co w początkach lat 90. traktowano jak dziwactwo. W owym czasie prawami autorskimi mało kto się przejmował i nawet w instytucjach państwowych w najlepsze korzystano z pirackich wersji.

 

Z początkiem XXI wieku Vadim przestał się rozwijać. Na rynek weszli światowi potentaci. Firma nie miała szans konkurować z gigantami i musiała się zadowolić coraz bardziej lokalnym rynkiem. To zbiegło się z rosnącym zaangażowaniem Tyszkiewicza w sprawy społeczne.

Ale jak z biznesmena stać się dobrym samorządowcem? – pytam. – To musiał być dla pana szok.

 

– Prowadząc firmę w latach 90. nauczyłem się bardzo dużo. W najlepszym okresie zatrudniałem kilkadziesiąt osób, a kierowanie takim przedsiębiorstwem przypomina trochę pracę w urzędzie – uważa Tyszkiewicz.

Do startu w Nowej Soli, zamiast w Zielonej Górze, namówili Tyszkiewicza znajomi, którzy prowadzili lokalną gazetę. To oni byli jego pierwszym zapleczem, wspierali kampanię i doradzali. Ale z przyjaciół szybko przeistoczyli się w największych wrogów, co potem przez wiele lat utrudniało prezydentowi pracę.   

 

Upadłe miasto wraca do życia

Spotykam się z radnymi Nowej Soli, pytam, czy pamiętają jakąś anegdotę opisującą prezydenturę Tyszkiewicza. Nie jest łatwo, ale wiceprzewodniczący rady Andrzej Petreczko wspomina początki pracy prezydenta. Zdecydował on wtedy o przeniesieniu Święta Solan (wcześniej Dni Nowej Soli) nad brzeg Odry.

 

– Nowe miejsce nie budziło entuzjazmu. Jak człowiek tam poszedł, to łapał się za głowę i myślał: mój Boże, czy to się może udać? Całe nabrzeże to było stare, zarośnięte chaszczami  wysypisko śmieci. Teren trzeba było oczyścić, posprzątać, postawić scenę, zbudować infrastrukturę. Ale nad wszystkim czuwał sam Tyszkiewicz. Gdy przychodziło się nad rzekę cały czas było go widać. A to gdzieś zwracał komuś uwagę, a to pomagał. Jakby gospodarzył na własnym podwórku – opowiada Petreczko.

 

Tyszkiewicz do dziś zresztą chciałby wszystkiego sam pilnować, choć już się przekonał, że czasu brakuje. – Mam potem wyrzuty sumienia, jak coś jest nie tak. Na przykład nowa droga ze studzienkami w jezdni, które są źle spoziomowane. Gdybym miał czas, nie pozwoliłbym na takie niedopatrzenie – rzuca.

Wiele pomysłów, jak zwrócenie się miasta ku rzece, to jego autorskie inicjatywy. Przed objęciem władzy przez Tyszkiewicza Nowa Sól przeszła jeden z najbardziej koszmarnych okresów w swojej historii. Upadły dwa socjalistyczne molochy: Dozamet i fabryka nici Odra. Niemal z dnia na dzień pracę straciło 10 tys. osób. Bezrobocie  w 40-tysięcznym mieście sięgało 50 proc. Niszczejące budynki wciąż zresztą szpecą miasto.

 

Nowa Sól w końcu podniosła się z gospodarczej niemocy, głównie dzięki strefie ekonomicznej i coraz liczniejszym nowym zakładom. Impuls dali Japończycy z Funai, po nich przyszli następni. Władze miasta pod wodzą Tyszkiewicza postawiły na ściąganie inwestorów z różnych branż. Nie do końca się to udało, bo większość firm jest z branży motoryzacyjnej, która na okresy koniunktury jest czuła. Największą fabrykę ma Gedia. Są też Voit, BCC, Fatsa, Utescheny – produkujące wyposażenie aut. Ale bezrobocie oscyluje trochę poniżej średniej krajowej. Jak na ten rejon, zważywszy na aktualne problemy branży samochodowej – co odbiło się też czkawką w Nowej Soli – to znakomity wynik.

 

Zbudujemy sobie statek

Oczkiem w głowie prezydenta są teraz dwa kolejne projekty. Pierwszy to rejsy statków turystycznych po Odrze, a drugi Park Naukowo-Technologiczny.

Pomysł budowy statków nie powiódłby się, gdyby nie najważniejsza z umiejętności Tyszkiewicza: organizowanie współpracy z sąsiednimi gminami. Bo choć od lat mówiono o budowie przystani na Odrze, nikt nie potrafił tego zorganizować. Aż zabrał się do tego Tyszkiewicz. Upadek przemysłu odegrał w tym przypadku pozytywną rolę. Woda w rzece stała się czystsza, w żegludze przeszkadzają dziś jedynie płycizny. Przystanie turystyczne w Nowej Soli, Bytomiu Odrzańskim i Sulechowie zostały otwarte 5 lipca 2007 r. jako wspólna inicjatywa trzech samorządów. Brakowało tylko statków. Do budowy pierwszego – statku turystycznego z prawdziwego zdarzenia, zabierającego na pokład kilkadziesiąt osób – przekonał sąsiadów Tyszkiewicz. W sumie w projekcie uczestniczyło 10 gmin, które podpisały umowę partnerską. Statek już jest i kursuje po rzece.

Trzeba przyznać, że to oryginalna inwestycja. – Liczymy, że statek zapracuje na utrzymanie – broni pomysłu Tyszkiewicz. – Poza tym nie kosztował on nowosolan tak dużo, bo otrzymaliśmy dofinansowanie unijne, a na całość zrzuciło się 10 gmin. Nie jest to też wyłącznie produkt turystyczny. Trzeba spojrzeć szerzej. Jeżeli chcemy przyciągać inwestorów, musimy być miejscem przyjaznym do pracy i do życia. Musimy pokazać, że się rozwijamy, że mamy zadowolonych mieszkańców – opisuje prezydent Nowej Soli.

Za te działania Tyszkiewicz otrzymał razem z Jackiem Sauterem, burmistrzem Bytomia Odrzańskiego, srebrny krzyż „Pro Mari Nostro”, przyznawany przez Zarząd Główny Ligi Morskiej i Rzecznej.

 

Drugi z pomysłów Tyszkiewicza to Park Naukowo-Technologiczny. Trzeba przyznać, że w miejscu bez własnego zaplecza naukowego, bez tradycji  innowacyjnych, to ryzykowne przedsięwzięcie. Ale Tyszkiewicz się uparł. – W pewnym momencie został nawet sam na placu boju. Większość z nas przestała wierzyć, że się uda. A jednak. Otrzymaliśmy dofinansowanie unijne, Park jest i działa coraz lepiej – opowiada Andrzej Petreczko.

 

Genezą uruchomienia Parku była chęć zmiany charakteru przemysłu w mieście i Specjalnej Strefie Ekonomicznej. W fabrykach uruchamiane są bowiem głównie końcowe fazy procesu produkcyjnego, jak montaż, pakowanie, dystrybucja, niewymagające od pracowników wysokich kwalifikacji. Władze Nowej Soli liczą, że Park zmieni oblicze inwestycji. Jego sercem i mózgiem jest Sinersio Data Center, czyli ogromna serwerownia, jedno z najnowocześniejszych w Polsce centrów przetwarzania danych. W laboratoriach znajduje się najnowocześniejszy sprzęt, m.in. urządzenie typu GOM (skanery 3D do precyzyjnych pomiarów), z którego korzystają firmy ulokowane na terenie gminy.


W planach jest nawiązanie współpracy z ośrodkami naukowymi, uruchomienie praktyk studenckich, badań naukowych. Zdaniem prezydenta Park od tych umów dzieli już tylko krok. Ale już teraz można powiedzieć, że zainwestowane pieniądze nie zostały zmarnowane. – Nie jest tak, jak w niektórych miastach, że stoi pusty budynek, którym można się chwalić. Tutaj naprawdę dużo się dzieje – przekonuje Tyszkiewicz.

 

Wszyscy wiedzą, że jest cholerykiem

Dziś Wadim Tyszkiewicz jest szeroko znany także poza Nową Solą. Szefuje Zrzeszeniu Prezydentów, Burmistrzów i Wójtów Województwa Lubuskiego. To jedno z najprężniejszych lokalnych stowarzyszeń samorządowych, które skupia – co jest ewenementem w kraju – wszystkie gminy z terenu województwa.

 

Dlaczego to właśnie prezydent Nowej Soli zyskał największe uznanie wśród niemal setki samorządowców z Lubuskiego? – Dynamika, odwaga, charyzma, to jego cechy. Patrzy nie tylko na swoje miasto, ale na region. To bardzo ważne, bo w naszym województwie istnieją podziały pomiędzy grupami skupionymi wokół prezydentów Gorzowa i Zielonej Góry. Wadim Tyszkiewicz łagodzi to wszystko – mówi Jacek Wójcicki, członek zarządu Zrzeszenia i wójt gminy Deszczno.

Zrzeszenie prowadzone przez Tyszkiewicza ma na koncie wiele udanych akcji. Jedna z ostatnich uwypukliła zdolności medialne lidera. – Zorganizowaliśmy spotkanie zarządu z parlamentarzystami, aby opowiedzieć im o problemach i przekazać postulaty. Ci, którzy nie przyjechali, otrzymali czerwone kartki. Gazety rozpisywały się o naszym pomyśle – wspomina Wójcicki. Podobnie jak o cyklicznym już rankingu posłów, które przygotowuje Zrzeszenie.

 

Samo Zrzeszenie nie ogranicza się do pracy w regionie. W październiku tego roku powołano Ogólnopolskie Porozumienie Organizacji Samorządowych, zrzeszające 10 regionalnych stowarzyszeń, z ambicjami reprezentowania całego środowiska. Nazwaliśmy to „Nową siłą w samorządzie” i poświęciliśmy artykuł w nr. 23 zeszłorocznej „Wspólnoty”. Spotkanie organizacyjne odbyło się w Nowej Soli, a pierwszym liderem organizacji został właśnie prezydent tego miasta.

 

Wszyscy zgodnie mówią też o pewnej cesze Tyszkiewicza, która w niektórych momentach staje się wadą. To emocjonalność. – Bywało, że podczas sesji rady dochodziło do ostrej wymiany zdań z prezydentem. Po jednej z nich, gdy emocje  nieco opadły, Tyszkiewicz sam przyznał, że jest cholerykiem i ponoszą go emocje – opowiada Adam Kałuski, radny SLD.

– Organizowałem wiele spotkań z mieszkańcami. Dawałem z siebie wszystko, a nie było łatwo, bo wielu miałem przeciwko sobie. Województwem rządziło SLD, powiatem SLD, mój poprzednik też był z SLD. Byłem prowokowany i czasem trochę nerwowo reagowałem – wspomina dziś Tyszkiewicz.

 

Siódme poty na rowerze

Czasu dla siebie ma niewiele. – Przez dwanaście lat byłem chyba jeden dzień na zwolnieniu lekarskim – opowiada. – W młodości uprawiałem sport. Boks, pływanie, kajakarstwo – dodaje. Teraz na to wszystko nie ma już czasu. Co najwyżej jeździ czasem na rowerze. – Ale to nie jest typowa jazda rekreacyjna. Wsiadam na rower sportowy i staram się przez maksymalnie długi czas utrzymywać jak największą prędkość, aby średnia wyniosła 30 km/h. Po dwóch wracam do domu – opowiada.

 

Ma trójkę dzieci. W tym roku obchodzi 20-lecie małżeństwa. Najmłodsza córka Klaudia występowała w finale programu „The Voice of Poland – Bitwa na głosy” w zespole Urszuli Dudziak. A żona Tyszkiewicza śpiewa w zespole bluesowym Gedia Blues Band.

Podziel się!

Aby dodać komentarz, zaloguj się.