|
Rozmowa z Lechem Kaczyńskim, Prezydentem RP.
Panie Prezydencie, jak Pan ocenia dorobek samorządu terytorialnego z perspektywy 19 lat? Przełomowym wydarzeniem w powojennych dziejach naszej ojczyzny były czerwcowe wybory do Sejmu i Senatu, kiedy faktycznie przesądziliśmy o powrocie naszego kraju do grona państw demokratycznych i praworządnych. Jednak ten sukces nie byłby pełny bez sukcesu reformy samorządowej, bez twórczej energii Polaków, bez osiągnięć samorządowców. Czy bezpośredni wybór przez obywateli organów wykonawczych władz lokalnych pobudza aktywność ludzi, czy demokracja gminna jest demokracją uczestniczącą? Co warto zrobić, aby uaktywnić obywateli na szczeblu lokalnym i ogólnokrajowym? Niewątpliwie już sama możliwość bezpośredniego wyboru angażuje społeczność lokalną, która obserwuje działania władz i wie, że może je co jakiś czas ocenić. Szczególnie w mniejszych gminach, gdy ludzie znają się nawzajem, władza samorządowa przestaje być anonimowym „urzędem". Wyniki jej pracy wiązane są z odpowiedzialnością konkretnych osób. W większych gminach na samorządzie czasem odciska się piętno tzw. „wielkiej polityki", a wyborcy utożsamiają kandydatów raczej z szyldami partyjnymi. Myślę, że na szczeblu samorządowym najbardziej uaktywniają obywateli widoczne efekty pracy władz samorządowych. Kiedy ludzie widzą wokół siebie zmiany, kiedy odczuwają poprawę warunków życia, widzą nowe inwestycje - zaczynają wierzyć, że istnieją namacalne konsekwencje ich wyborów. Ta wiara mobilizuje do działania. Bardzo często podróżuję po Polsce. Są gminy, w których widać to wyjątkowo dobrze i jest ich coraz więcej. Ale w większych miastach już się to komplikuje przez anonimowość, a także rozbudowane struktury, hierarchię, zależność, a przede wszystkim „odległość" władzy od mieszkańców, którzy tylko żądają, krytykują i narzekają. Tu władza samorządowa nie może współdziałać bezpośrednio z mieszkańcami. Czy urzędnik samorządowy nie staje się wtedy tylko zawodowcem, czy może czuć się związany ze swoją, a nie inną wspólnotą? Dwa razy w życiu szczególnie mocno przeżywałem fakt, że odchodzę z jakiegoś stanowiska. Raz kiedy kończyłem swoją misję w „Solidarności", która była najważniejszym osiągnięciem mojego pokolenia. Drugi raz, kiedy rezygnowałem z funkcji Prezydenta Warszawy po to, by w niecałe dwadzieścia cztery godziny później zostać zaprzysiężonym na Prezydenta Rzeczypospolitej. Warszawa to moje rodzinne miasto, praca dla Warszawy dawała mi bardzo dużo radości i satysfakcji. Samorządowcy są tak samo przywiązani do swoich miast, gmin, regionów. Pan Prezydent wierzy w możliwości samorządów mimo braku środków, ciągle nowych zadań, niedoskonałego prawa, w dodatku w sytuacji obecnej, zagrożenia rynku pracy, recesji gospodarczej? Wierzę w samorządowców. I nie jest to deklaracja „rocznicowa", świąteczna. Zadania są ogromne i ciągle zwiększane. Samorząd nie powinien być obarczany obowiązkami władzy rządowej, a niestety taką tendencję da się zaobserwować. Z kryzysem trzeba aktywnie walczyć. O tym wszystkim można i trzeba rozmawiać. Ale w tym miejscu odpowiem Panu pozornie nie wprost. Otóż podróżując po kraju widzę zadbane miasteczka, w których widać świeżo zakończone i prowadzone prace, tętni życie i wiele się dzieje. A w zasięgu kilkunastu czy kilkudziesięciu kilometrów, inne miasteczko - szare, brudne, zapuszczone, smutne. A przecież w obydwóch są te same trudne warunki gospodarowania, które Pan Redaktor wymienił.(...)
|