Pożegnanie profesora Michała Kuleszy

Autor: Redakcja Wspólnoty / 16.01.2013
Na Powązkach Wojskowych w Warszawie pożegnaliśmy profesora Michała Kuleszę, współtwórcę reformy samorządowej w Polsce i założyciela "Wspólnoty".

Był ojcem „Wspólnoty”. Bo w 1990 roku potrzebne było pismo, które przygotuje gminną „rewolucję”. Więc je wymyślił, zorganizował i przeprowadził przez najtrudniejszy okres. Po 10 latach tłumaczył: „Nie jest to pismo komercyjne, które ma przynosić przede wszystkim zysk. Wspólnota ma towarzyszyć samorządowi. Taka jest jej misja”. I pytał: „Czy w tym trudnym świecie da się ją utrzymać?”

 

Na początku roku 1990 wszystko w Polsce było albo nowe, albo dopiero się tworzyło. Po latach scentralizowanej władzy komunistycznej niewielu ludzi wiedziało, co to w ogóle jest samorząd terytorialny. Ale zmiany ustrojowe zapoczątkowane wyborami 1989 roku wymuszały przyspieszoną edukację społeczeństwa, w szczególności elit lokalnych. Bo jeśli państwo miało wrócić do obywateli, to samorząd był najważniejszym polem walki.

 

Narodziny tytułu

Idea pisma samorządowego powstawała w kręgu osób pracujących nad reformą samorządową. Michał Kulesza – podówczas docent Uniwersytetu Warszawskiego – był w tym środowisku ważnym ogniwem. Dlatego dostał zadanie stworzenia narzędzia pomocnego dla lokalnych elit, które miały zmiany ustrojowe wdrażać na newralgicznym polu – w gminach.

 

Oferta wyszła od Piotra Nowiny-Konopki, ministra w kancelarii prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego, w której gospodarstwie pomocniczym wydawano periodyk „Rada Narodowa”. Można było spróbować wykorzystać go do popularyzacji idei samorządowych. Pismo było pasem transmitującym polecenia władz centralnych do terenowych organów administracji państwowej i jak wszystko, co działało za komunizmu, nie miało żadnej samodzielności dziennikarskiej. Mimo to, już po wyborach parlamentarnych 1989 roku, w trakcie prac nad zmianami ustrojowymi starało się relacjonować prace nad ustawami i prowadzić rzeczową dyskusję nad ważnymi aspektami reformy.

 

Michał Kulesza stanął przed nie lada wyzwaniem. Zaangażowany w tworzenie ustawy o samorządzie terytorialnym i doradzanie organom państwa musiał znaleźć czas i energię, aby utworzyć nowy periodyk. Trzeba było stworzyć redakcję, określić jej zadania i profil pisma i, oczywiście, nadać mu tytuł.

 

Pierwszą redakcję „Wspólnoty” stanowiła część  zespołu „Rady Narodowej” oraz dziennikarze poleceni Kuleszy przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.  To rozwiązanie wydaje się dzisiaj naturalne, ale wówczas było potencjalnie mieszanką wybuchową. Redaktorzy „Rady Narodowej” znali Polskę lokalną, ale mieli kiepski warsztat dziennikarski, dziennikarze z SDP mieli warsztat, ale nie mieli pojęcia o kwestiach ustrojowych. Desant z SDP chciał robić pismo społeczno-polityczne, Kulesza opowiadał się za czasopismem poradnikowym. Jako redaktor naczelny musiał więc łączyć wodę z ogniem, prowadząc kolegia redakcyjne w formie 45-minutowych wykładów uniwersyteckich, a dziennikarze ustawę o samorządzie musieli znać na wyrywki, jak na egzaminie z prawa administracyjnego.

 

Gazeta miała być czytana w gminach przez radnych i w środowiskach urzędniczych. Miała też przygotować obywateli na wybory samorządowe. To pierwsze zadanie było stosunkowo łatwe do wykonania – „Rada Narodowa” była obowiązkowo prenumerowana przez urzędy terenowych organów administracji państwowej, a „Wspólnota” niejako wchodziła w jej buty. Gorzej było z edukacją obywatelską. Michał Kulesza wprowadził nowy tytuł do dystrybucji kioskowej i wykorzystując entuzjazm społeczny, udało mu się załatwić promocję w radiu i telewizji. Tak oto na początku lat 90. ubiegłego stulecia „Wspólnota” ukazywała się w kioskach Ruchu i dzięki temu funkcjonujący poza systemem ówczesnej władzy działacze Komitetów Obywatelskich mogli sięgnąć po narzędzie, które przygotowywało gminną „rewolucję”.

 

 Wybór nazwy czasopisma okazał się zadaniem niełatwym. Profesor opowiadał się za tytułem „Gmina”, redakcja wolała nazwę „Rzeczpospolita Samorządowa”. „W żadnym jednak przypadku nie mogłem zgodzić się na «Rzeczpospolitą Samorządową», bo myśmy budowali całe państwo, a gminy nie miały tego państwa rozrywać, również w sensie emocjonalnym i nazewniczym, tylko być jego fundamentem” – wspominał po latach. A ponieważ ówczesnej redakcji nazwa „gmina” kojarzyła się z gnojówką i gumiakami, stanęło na kompromisowej nazwie „Wspólnota”, mimo że ten tytuł wydawał mu się „nieco egzaltowany”. Kompromis został zawarty, bo – jak powtarzał  Kulesza – „gmina [Gemeinde] i wspólnota [Community] oznacza dokładnie to samo: korporację mieszkańców danego terenu”.

 

Pierwszy numer „Wspólnoty”

Pierwszy numer tygodnika „Pismo Samorządu Terytorialnego Wspólnota” ukazał się 17 marca 1990 roku z artykułem wstępnym redaktora naczelnego „Wielka karta małej społeczności”. Tekst omawiał uchwaloną półtora tygodnia wcześniej ustawę o samorządzie terytorialnym. Jak wyjaśnić różnicę między „gminą” a „gminą”? Bo choć sama nazwa funkcjonowała w języku od lat, to treść zawarta w niej zmieniała się przecież radykalnie. Jak wyjaśnić ludziom, którzy administrację terenową postrzegali jako formę ucisku totalitarnego państwa, że teraz trzeba będzie na nią spojrzeć jak na swoją reprezentację?

 

Michał Kulesza wyjaśnił to najprościej: „Koniec z jednolitością i jednocześnie początek działania każdej gminy na własną odpowiedzialność”. Nie wchodził jednak w ideologię – rzeczowo wyjaśniał kluczowe przepisy ustrojowe, zapowiadał legislację konkretyzującą kwestie władztwa majątkowego gmin (wcześniej wszystko było państwowe), gospodarki finansowej (wcześniej wszystko było w jednym budżecie państwa), układu kompetencyjnego (wcześniej wszystkie zadania były państwowo-partyjne).

 

„Wyłania się normalne państwo” to tytuł zajawionego na pierwszej stronie wywiadu z premierem Tadeuszem Mazowieckim, który przeprowadziła Iza Marcisz. Michał Kulesza ostro zabiegał, aby idee wyrażane przez „Wspólnotę” uzyskały mocne poparcie szefa rządu. Można powiedzieć, że jako redaktor naczelny zadbał, aby odpowiednio wyeksponować rewolucyjność zmian i ich stanowczość.

 

Wtedy, w marcu, nie było jeszcze wiadomo, jak potoczą się losy kolejnych projektów. Ba, także ostateczny kształt ustawy nie był oczywisty, bo choć Sejm ustawę o samorządzie terytorialnym uchwalił, to dokonał zmian w projekcie senackim, a ustawa właśnie wracała do Senatu. Profesor wiedział, że różne stronnictwa ideowe (liberałowie, konserwatyści, socjaliści itp.), choć niektóre zgrupowane w jednym klubie OKP, mogą nie porozumieć się co do wielu spraw szczegółowych. Wierzył jednak, że reformy już nic nie zatrzyma. „Ale jest. Mamy ją – ustawę o samorządzie terytorialnym” – kończył swój tekst.

 

Jak się tworzy niezależność czasopism

W 1990 roku wszystko było nowe. Nowa była idea samorządu terytorialnego, nowa była też idea niezależnej od władzy prasy. Tę ostatnią trzeba było koniecznie wzmocnić.

 

„Wspólnota” miała pewną bazę organizacyjną.  Było nią funkcjonujące w ramach Kancelarii Prezydenta RP wydawnictwo „Przemiany”. Profesor Kulesza został jego dyrektorem i likwidatorem równocześnie. Od początku wiedział, że pozostawienie „Wspólnoty” w tym układzie organizacyjnym zabije niezależność pisma. Dlatego poszedł w stronę odradzającego się wolnego rynku. Korzystając z przedwojennego, ale nadal obowiązującego prawa – Kodeksu handlowego – postanowił założyć spółkę akcyjną, której akcjonariuszami miały być gminy. To one objęłyby udziały i tym samym zapewniły niezależność nowemu tygodnikowi. Opracowany pod kierunkiem Profesora statut spółki oraz subskrypcję na akcje ogłoszono czym prędzej na łamach „Wspólnoty”. I część gmin pozytywnie odpowiedziała na ten apel. 17 grudnia 1990 roku zawiązała się Międzykomunalna Spółka Akcyjna Municipium.

 

Od początku było to w rozumieniu prawa przedsiębiorstwo prywatne, choć w większości opierało się na własności komunalnej. Była to jednak własność rozproszona. „Liczyliśmy na szeroki akcjonariat komunalny, który dawałby gwarancję niezależności. Nie jest bowiem możliwe, żeby wszystkie gminy były rządzone przez jedną partię. Założyliśmy zatem, że rada nadzorcza będzie zawsze mieszana, a zarząd oparty na profesjonalizmie. Taki miał być mechanizm funkcjonowania niezależnej prasy samorządowej” – wspominał Michał Kulesza na 10-lecie istnienia tygodnika. I dodawał: – „Wspólnota jest pismem dla samorządu, wydawanym przez gminy, które są jego właścicielami i to tak usytuowanymi, że – zgodnie ze statutem – nie mogą wtrącać się w sprawy merytoryczne. Nie jest to też pismo komercyjne, które ma przynosić przede wszystkim zysk. Wspólnota ma towarzyszyć samorządowi. Taka jest jej misja. Czy w tym trudnym świecie da się ją utrzymać?”.

 

Cóż, świat jest rzeczywiście trudny. I choć struktura własnościowa spółki zmieniła się w ciągu tych lat, głównie z powodu dokapitalizowania w sytuacji zagrożenia upadłością, 63 gminy nadal funkcjonują w akcjonariacie Municipium. I choć misja i pewna „niekomercyjność” przedsięwzięcia nie ułatwia życia współczesnej „Wspólnocie”, to nadal jest to pismo całkowicie niezależne.

 

Epoka wielkiego eksperymentu

W pierwszym roku istnienia „Wspólnoty” działy się dla samorządu rzeczy niezwykłe. I „Wspólnota” Michała Kuleszy konsekwentnie im towarzyszyła, ba, często wiele z nich inicjowała. W pierwszych numerach szczegółowo relacjonowano przygotowania, a następnie wyniki wyborów do rad gmin. Były to pierwsze w pełni wolne wybory w Polsce. Omawiane były sesje rad tworzące nowy kształt publicznych władz lokalnych. Komentowano kolejne ustawy konstytuujące ustrój samorządu. Na łamach tygodnika publikowano propozycje statutów gmin oraz innych aktów ustrojowych i organizacyjnych tworzących się samorządów.

 

Także życie ponadgminne znalazło swoje mocne odzwierciedlenie na łamach pisma. W lipcu 1990 roku „Wspólnota” relacjonowała ze Świeradowa-Zdroju zamiar powołania Stowarzyszenia Miast i Gmin Uzdrowiskowych, w sierpniu omawiała batalię o odtworzenie Związku Miast Polskich i publikowała projekt statutu ZMP. W tym samym miesiącu obszerny materiał poświęciła tworzącej się Unii Miasteczek Polskich i pracy Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, instytucji utworzonej przez profesora Jerzego Regulskiego, z którym Michał Kulesza blisko współpracował od początku lat 80. ubiegłego wieku. W tym samym czasie „Wspólnota” głośno zapowiadała zjazd założycielski Krajowego Sejmiku Samorządu Terytorialnego. Nawet sprawa niezależnej prasy lokalnej nie umknęła tygodnikowi – „Wspólnota” publikowała nie tylko co celniejsze doniesienia tych gazet, ale udostępniła swoje łamy Dominikowi Księskiemu, apostołowi prasy lokalnej, aby opublikował poradnik, jak tworzyć niezależne pisma.

 

Profesor Kulesza nie byłby sobą, gdyby nie zainicjował ważnych debat prawnych. Jedną z pierwszych była ta z końca 1990 roku poświęcona miejscu samorządu terytorialnego w przyszłej konstytucji. W tej dyskusji wzięło udział wielu wybitnych specjalistów prawa konstytucyjnego.

 

Niech dziecko rośnie samo

Wraz ze stabilizowaniem się sytuacji pisma i utworzeniem wydawnictwa Michał Kulesza stopniowo, ale najszybciej jak mógł,  wyłączał się z bieżącego kierowania tymi przedsięwzięciami. Zrezygnował z funkcji redaktora naczelnego, gdy znalazł osobę mogącą Go zastąpić. Po powołaniu spółki Municipium zajął miejsce w jej radzie nadzorczej, powierzając zarządzanie osobom wybranym w czymś na kształt konkursu. Do wszystkiego podchodził pragmatycznie – było coś do zrobienia, po prostu zaczynał to robić, ale nie zamierzał się tylko do tego ograniczać. Tak się złożyło, że w następnych latach miał z racji udziału w kolejnych rządach do wykonania prace polegające na reorganizowaniu państwa i wzmacnianiu samorządu.

 

Ale o „Wspólnocie” nigdy nie zapominał. Jeśli pisał teksty publicystyczne, to przeznaczał je wyłącznie dla „swojego” tygodnika. Kiedy pracował w rządzie i opisywał wdrażane koncepcje ustrojowe, to miejscem ich publikacji była „Wspólnota”. Pisywał felietony, artykuły prawnicze, ostre teksty polemiczne. W ostatnich latach pisał niewiele, ale zawsze chętnie udzielał wywiadów. A my publikowaliśmy je, bo zawsze zawierały ważne dla środowiska samorządowego spostrzeżenia.

 

W 2008 roku na jubileusz 60-lecia urodzin Profesora wydawnictwo Municipium przygotowało wyjątkowy prezent – ponad 400-stronicowy wybór Jego tekstów publikowanych we „Wspólnocie” w latach 1990–2007. Na zorganizowaną w Łazienkach Królewskich promocję tej książki Michał Kulesza trafił niemal wprost ze szpitala, wymęczony chorobą. Widać było, że cieszy go i ta publikacja, i tłumna obecność wielu gości, współpracowników i kolegów naukowców. Książka nosi tytuł „Budowanie samorządu”. Każdy, kto do niej zajrzał, znalazł pasjonujący zapis walki Profesora o podstawowe wartości racjonalnego państwa. Państwa należącego do nas, obywateli. Z okładki książki Michał Kulesza spogląda uśmiechnięty, nieco autoironiczny, ale w sumie zadowolony ze swego dzieła.

Podziel się!
TAGI: Michał Kulesza,

Aby dodać komentarz, zaloguj się.