Prezydent Łodzi skazana na grzywnę

Autor: Sławomir Bukowski / 12.03.2018
W samorządach
Sąd: Hanna Zdanowska jest winna poświadczenia nieprawdy w dokumentach w celu uzyskania kredytu przez jej partnera.

Urząd Miasta Łodzi

 

Nie pomogło zapewnianie o niewinności i nazywanie zarzutów absurdalnymi. Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia nakazał Hannie Zdanowskiej zapłatę 20 tys. zł grzywny. Jej partner Włodzimierz G. również został uznany za winnego i musi zapłacić 25 tys. zł.

 

Afera wybuchła blisko dwa lata temu. Wiosną 2016 r. prokuratura zaczęła badać okoliczności zakupu przez Zdanowską oraz Włodzimierz G. nieruchomości. Transakcje zawierane były w 2008 i w 2009 roku, kiedy Zdanowska była posłanką. Zdaniem prokuratury, G. chciał wziąć w banku kredyt w wysokości 200 tys. zł na kupno mieszkania od Zdanowskiej, wtedy ona potwierdziła umową przedwstępną i aktem notarialnym otrzymanie od niego 50 tys. zł tytułem zaliczki. Zdaniem prokuratury Zdanowska potwierdziła w ten sposób nieprawdę, a pieniądze te stały się wymaganym przez bank wkładem własnym. Rok później oboje przeprowadzili transakcję odwrotną. Zdanowska kupiła działkę od G. Potrzebowała na ten cel 500 tys. zł kredytu i zdaniem prokuratury „złożyła nieprawdziwe oświadczenie o wcześniejszej zapłacie sprzedającemu Włodzimierzowi G. części ceny w kwocie 150.000 złotych”. Oświadczenie to „zapewniało o wniesieniu wkładu własnego, warunkującego udzielenie i wypłatę kredytu, czym działała na szkodę banku”.

 

Postępowanie doprowadziło do postawienia Zdanowskiej dwóch zarzutów. W kwietniu 2017 roku gorzowska prokuratura umorzyła jeden z nich – dotyczący wyłudzenia przez Zdanowską kredytu. Śledczy uznali, że kredyt został przez nią spłacony zanim wszczęto postępowanie karne, a bank udzielający kredytu nie ma wobec niej roszczeń. Nadal jednak prowadzono postępowanie dotyczące przygotowania dokumentu poświadczającego nieprawdę Włodzimierzowi G. – i właśnie ono zakończyło się skierowaniem do sądu aktu oskarżenia.

 

Zdanowska cały czas utrzymywała, że nie ma żadnych przesłanek do ukarania jej. – Nie zrobiłam nic złego. Sprawa nie ma związku ze sprawowaną przeze mnie funkcją, dotyczy moich prywatnych rozliczeń z partnerem – mówiła podczas konferencji prasowej po skierowaniu do sądu aktu oskarżenia.


Sąd pierwszej instancji uznał jednak jej winę. – Oskarżeni to osoby wykształcone, posiadający doświadczenie zawodowe. Oskarżony (Włodzimierz G. – przyp. red.) jest przedsiębiorcą, pani Zdanowska w czasie popełnienia czynu była posłanką, a więc osobą, której zadaniem jest m.in. tworzenie prawa. Stopień świadomości określonych zachowań nie może być w ich przypadku oceniony tak samo jak w przypadku zwykłych ludzi. Od nich wymagamy czegoś więcej. W tej sytuacji można uznać, że stopień ich winy był znaczny – powiedział sędzia Dariusz Spała. – Przedmiotem postępowania jest występek należący do tzw. przestępstw abstrakcyjnego zagrożenia, który ma charakter formalny. Dla realizacji jego znamion nie jest konieczne wystąpienie skutku np. w postaci szkody majątkowej. Społeczna szkodliwość tego typu zachowań wyraża się w samym zagrożeniu stwarzanym przez sprawcę dla dóbr chronionych prawem. Przestępstwo jest już popełnione w momencie, gdy sprawca przedstawi poświadczający nieprawdę dokument – tłumaczył sędzia.

 

Prezydent Łodzi z sądu wyszła spokojna. – Wyrok przyjęłam z pokorą. Nadal twierdzę, że nie popełniłam nic złego, nie czuję się winna. Będziemy tego dochodzić w odwołaniu – powiedziała Zdanowska, cytowana przez PAP. Zapowiedziała start w jesiennych wyborach samorządowych na swoją trzecią kadencję. Według kodeksu wyborczego skazanie nawet prawomocnym wyrokiem na grzywnę nie uniemożliwia startu w wyborach samorządowych. – To łodzianie będą decydować o tym, kto będzie prezydentem. To oni zadecydują, komu powierzą dalsze zarządzanie miastem. To jest dla mnie najważniejsze – dodała Zdanowska.


Warto przypomnieć, że w listopadzie 2016 roku, po postawieniu prezydent Łodzi zarzutów, przez miasto przeszły dwa marsze poparcia pod hasłem „Murem za Hanką”. Ich uczestnicy podkreślali, że sprawa ma kontekst polityczny, bo PiS sterując ręcznie prokuraturą chce utrącić popularnych prezydentów miast, nieprzychylnych partii rządzącej. Łódzcy politycy PiS odpowiadali, że śledztwo zaczęło się gdy prokuratura była jeszcze od ministra sprawiedliwości niezależna, ich zdaniem marsze organizowali członkowie PO oraz miejscy urzędnicy.

Podziel się!
TAGI: Prezydent miasta, Prokuratura, rozstrzygnięcie, Śledztwo,

Aby dodać komentarz, zaloguj się.